Teksty usuniete z witryny "Racjonalisty" (http://www.racjonalista.pl/) przez jego redaktora, Maryjusza Gawlika-Agnosiewicza za to, ze odwazylem sie publicznie skrytykowac jego "jedynie sluszne" poglady...
RSS
piątek, 10 czerwca 2005
Odparcie fideistycznych argumentow

Odparcie fideistycznych argumentow

I. Metodologia księdza Kłósaka odparta

Najczęstszą strategią ataku religijnego na światopogląd ateistyczny jest ten, który Leszek Kołakowski zwięźle ujął w felietonie "Metodologia księdza Kłósaka" (ksiądz ten w ten sposób zwalczał marksistowski ateizm):

"Marksista: Wiesz, zgasło mi światło w pokoju i nie mogę dociec dlaczego.

Ks. Kłósak: Nie wiesz dlaczego? Jasne! To zjawisko nadprzyrodzone!

Marksista: Ależ spodziewam się, że z czasem uda mi się znaleźć przyczyny...

Ks. Kłósak: Spodziewasz się? Na jakiej podstawie? Nie masz podstaw. Ty tylko wierzysz, że te przyczyny wykryjesz, ale nie możesz tego poprzeć żadną argumentacją naukową. Twój pogląd, że zgaśnięcie światła ma jakoby przyczyny naturalne, opiera się wyłącznie na wierze. Bo cóż uprawnia cię do twierdzenia, że kiedyś w przyszłości zdołasz znaleźć takie przyczyny? Tylko wiara. Ale ja, stojąc na gruncie naukowym, muszę stwierdzić, że owo wydarzenie może mieć tylko przyczyny nadprzyrodzone.

Marksista: A ty na jakiej podstawie wierzysz w siły nadprzyrodzone?

Ks. Kłósak: Proszę, dowiedź, że ich nie ma. Potrafisz? Dowiedź choćby, że nie istnieją na przykład pegazy. Powiesz, że nikt ich nie widział. Ale z tego, że nikt ich nie widział, nie wynika logicznie, że nie istnieją. Gdyby więc nawet nie było innych dowodów, ja, który wierzę w pegazy, mam równe do tego prawo, jak ty, który w nie nie wierzysz. Jeśli nikt nie dowiódł, że pegazy nie istnieją, ani że istnieją, obaj mamy równe prawa do wierzenia w nie lub niewierzenia. Ale na ich istnienie jest wiele ważkich dowodów, o których na razie zamilczę.

Marksista: Tak, masz argumenty nieodparte. Ale powiedz jeszcze co będzie, jeśli uda mi się wykryć, że światło zgasło wskutek na przykład przerwania się przewodu w ścianie? Czy nadal będziesz twierdził, że działają tu przyczyny nadprzyrodzone?

Ks. Kłósak: Zawsze będę tak twierdził. Bo nigdy nie uda ci się wykazać, że przerwanie przewodu było przyczyną zgaśnięcia światła. Możesz na przykład ustalić współistnienie obu zdarzeń albo to, że jedno nastąpiło po drugim. Ale nigdy nie dowiedziesz, że jedno jest przyczyną drugiego. Ja zresztą jako naukowiec nie wykluczam z pewnością możliwości takiego przyczynowego związku. Być może, Pan Bóg dał przewodom elektrycznym tajemniczą zdolność gaszenia światła w chwili, gdy przewód ulega przerwaniu.

Marksista: milczy zdruzgotany."

A oto inna wersja tego samego dialogu, tym razem między ATEISTĄ a TEISTĄ (ostatni może być równie dobrze księdzem katolickim, pastorem, popem czy nawet rabinem albo bardziej oświeconym ajatollahem):

"ATEISTA: Wiesz, zgasło mi światło w pokoju i nie mogę dociec dlaczego.

TEISTA: Nie wiesz dlaczego? Jasne! To zjawisko nadprzyrodzone!

ATEISTA: Bzdury mówisz! Bowiem spodziewam się, że z czasem uda mi się znaleźć racjonalne przyczyny tego zgaśnięcia światła.

TEISTA: Spodziewasz się? Na jakiej podstawie? Nie masz podstaw. Ty tylko wierzysz, że te przyczyny wykryjesz, ale nie możesz tego poprzeć żadną argumentacją naukową. Twój pogląd, że zgaśnięcie światła ma jakoby przyczyny naturalne, opiera się wyłącznie na wierze. Bo cóż uprawnia cię do twierdzenia, że kiedyś w przyszłości zdołasz znaleźć takie przyczyny? Tylko wiara. Ale ja, stojąc na gruncie naukowym, muszę stwierdzić, że owo wydarzenie może mieć tylko przyczyny nadprzyrodzone.

ATEISTA: Po pierwsze to ja, jako ateista, w nic nie wierzę, a tylko spodziewam się, że w przyszłości (nieważne jak dalekiej, ale najprawdopodobniej bardzo bliskiej) zostanie znaleziona racjonalna przyczyna zgaśnięcia światła w mym pokoju. Zaś spodziewam się znalezienia tej racjonalnej przyczyny na tej podstawie, że w przeszłości nauka znalazła racjonalne odpowiedzi na takie pytania jak czemu po dniu następuje noc, jaka jest natura pioruna, czy też co powoduje gruźlicę albo ostatnio AIDSa – zauważ bowiem, że nie tak dawno temu uważano iż choroby to wynik grzechu, piorun to wynik gniewu bożego oraz uważano słońce za boga. Na koniec: na jakiej podstawie ty wierzysz w siły nadprzyrodzone i twierdzisz, ze stoisz na “gruncie naukowym” szukając przyczyny praktycznie każdego zjawiska w siłach nadprzyrodzonych?

TEISTA: Proszę, dowiedź, że nie ma sił nadprzyrodzonych. Potrafisz? Dowiedź choćby, że nie istnieją na przykład pegazy albo centaury. Powiesz, że nikt ich nie widział. Ale z tego, że nikt ich nie widział, nie wynika logicznie, że nie istnieją. Gdyby więc nawet nie było innych dowodów, ja, który wierzę w pegazy i centaury, mam równe do tego prawo, jak ty, który w nie nie wierzysz. Jeśli nikt nie dowiódł, że pegazy oraz centaury nie istnieją, ani że istnieją, obaj mamy równe prawa do wierzenia w nie lub niewierzenia. Ale na ich istnienie jest wiele ważkich dowodów, o których na razie zamilczę.

ATEISTA: Nic dziwnego, że nie podajesz swych “ważkich dowodów”, albowiem nauka (dokładnie aerodynamika) dowiodła już dość dawno, że pegazy (czyli skrzydlate konie) nie byłyby w stanie latać, czyli że skrzydła byłyby tylko niepotrzebnym balastem dla konia - po prostu pegazy były by za ciężkie aby mogły latać. Z kolei gdyby pegazy miały cienkie i lekkie kości (jak ptaki czy nietoperze), to połamały by się one od razu pod ciężarem ich ciała. Zauważ, proszę, jak wielkie skrzydła i jak małe ciało mają jedyne latające ssaki (nietoperze), i że największe ptaki (strusie) są niezdolne do lotu. Stąd pegazy nigdy nie miały by szansy przetrwania, gdyż skrzydła to dla konia tylko niepotrzebny balast, przeszkadzający w przetrwaniu.

A co do centaurów (są to, jak wiadomo, mityczne istoty o głowie, torsie i rękach człowieka posiadające resztę ciała podobną do końskiego), to wyjaśnię ci zaraz, czemu i one nie istnieją. Przyczyna jest tu diametralnie różna do przyczyny, dla której nie istnieją pegazy (skrzydlate konie). W skrócie pegazy nie istnieją, bo ich skrzydła by im tylko przeszkadzały (nie jest fizycznie możliwe, aby tak masywne zwierzę jak koń mogło latać przy pomocy stosunkowo niewielkich “ptasich” skrzydeł). Tak więc koniom nigdy skrzydła nie wyrosły, bowiem skrzydlate konie miałyby znacznie mniejsze szanse przetrwać w darwinowskiej “walce o byt” niż zwyczajne konie (czyli bez skrzydeł). Jeśli chodzi zaś o centaury, to istoty takie musiałyby rozwinąć się z koni, które, jak wiadomo, nie mają rąk. Załóżmy jednak, że gdzieś się pojawiły owe centaury: istoty inteligentne i manualnie silne i zręczne jak ludzie, oraz wytrwałe, mocne w nogach i szybkie jak konie. Nie ma więc wątpliwości, że szybko opanowałyby one spore terytorium, wykorzystując swą niewątpliwą przewagę na ludźmi jak i nad zwierzętami. W odróżnieniu od prymitywnych ludzi, centaury posiadałyby bowiem także znaczną siłę, oraz szybkość, co pozwalałoby im pokonać większość innych zwierząt, oraz uciec przed większością drapieżników. Tak więc to centaury, a nie ludzie powinny być owym “najwyższym gatunkiem” istot żyjących na naszej planecie. Jednakże wiemy zarówno z osobistego doświadczenia jak i z prasy, książek, telewizji, Internetu itp., że jedynym gatunkiem istot zagrażających supremacji ludzi (homo sapiens) są tylko inni osobnicy z gatunku homo sapiens. Stąd możemy z praktycznie stuprocentową pewnością stwierdzić, że na naszej planecie nie ma, i najprawdopodobniej nigdy nie było owych centaurów.

A na koniec powiedz mi jeszcze co będzie, jeśli uda mi się wykryć, że światło zgasło wskutek na przykład przerwania się przewodu w ścianie? Czy nadal będziesz twierdził, że działają tu przyczyny nadprzyrodzone?

TEISTA: Zawsze będę tak twierdził. Bo nigdy nie uda ci się wykazać, że przerwanie przewodu było przyczyną zgaśnięcia światła. Możesz na przykład ustalić współistnienie obu zdarzeń albo to, że jedno nastąpiło po drugim. Ale nigdy nie dowiedziesz, że jedno jest przyczyną drugiego. Ja zresztą jako naukowiec nie wykluczam z pewnością możliwości takiego przyczynowego związku. Być może, Pan Bóg dał przewodom elektrycznym tajemniczą zdolność gaszenia światła w chwili, gdy przewód ulega przerwaniu.

ATEISTA: Nauka nie zajmuje się wydarzeniami niepowtarzalnymi. Zaś gaśnięcie światła z powodu przerwy w obwodzie elektrycznym jest zjawiskiem, które można łatwo powtórzyć w laboratorium (co zresztą miało miejsce olbrzymią ilość razy, głownie zresztą w celach dydaktycznych). Dla naukowca wystarczy, że eksperyment polegający na przerwaniu obwodu elektrycznego składającego się ze źródła prądu i żarówki daje za każdym razem ten sam rezultat: zgaśnięcie światła. Stąd, jeśli po zgaśnięciu światła znajduję przerwę w obwodzie, to stwierdzam z prawdopodobieństwem praktycznie 100%, iż owa przerwa w obwodzie była bezpośrednią przyczyną zgaśnięcia światła. A owego “Pana Boga”, który rzekomo miał dać przewodom elektrycznym ową “tajemniczą zdolność gaszenia światła w chwili, gdy przewód ulega przerwaniu”, ucinam mą niezawodną brzytwą Ockhama, jako byt zbyteczny, niepotrzebnie i bez sensu utworzony przez twój umysł, w momencie, gdy natrafiasz na jakiekolwiek zjawisko, którego natury (istoty czy też przyczyny) nie potrafisz sobie łatwo wytłumaczyć.”

II. Argumenty teistów w skrócie

1. Wiara to przyjmowanie czegoś bez dowodu

2. Nie potrafisz udowodnić podstaw swojego światopoglądu

3. Wynika stąd wprost i trywialnie, że twój światopogląd opierasz na wierze

4. Wierzysz w świat bez Boga

5. Ja wierzę w świat z Bogiem

6. Obaj jesteśmy fideistami

Jednakże na zarzuty formalistyczne kontra jest zdroworozsądkowa:

1. Wiara to rzeczywiście przyjmowanie czegoś bez dowodu, czyli z definicji przeciwieństwo nauki, która wszędzie domaga się obiektywnych, czyli niezależnych od “widzi mi się” poszczególnych ludzi, dowodów.

2. Nie jest prawdą, że ateista czy agnostyk nie potrafi udowodnić podstaw swojego światopoglądu. Ów racjonalistyczny światopogląd opiera się bowiem na podstawach empirycznych, czyli na aktualnym stanie nauki. Jako taki ulega on oczywiście zmianom, w kontraście do światopoglądu opartego na religii, który jest niezmienny (praktycznie zastygły od dwóch tysięcy lat).

3. Stąd tylko religianci opierają swój światopogląd na wierze. Ateiści i agnostycy opierają go na podstawach naukowych (empirycznych) - oni w nic nie wierzą, tylko domagają się wszędzie dowodów, zgodnie z naukową metodologią, która leży u podstaw ich światopoglądu.

4. A więc ateiści i agnostycy nie wierzą w nic, w tym też nie wierzą ani w “świat bez Boga” ani też w “świat z Bogiem”, ale ucinają owego Boga, jako byt zbyteczny, brzytwą Ockhama!

5. Prawdą jest zaś, że religianci wierzą w świat z Bogiem.

6. Stąd tylko religianci są fideistami.

CNU.

© Lech Keller, 2002

12:40, kaganowski
Link Komentarze (3) »
Prawdziwie Europejscy Bogowie…
Prawdziwie Europejscy Bogowie…

… to Zeus (Jowisz) albo nasz swojski, slowiański Światowit (Światowid), a nie żydowscy bożkowie typu Jahweh (Jehowy) czy Jeszu (Jezusa). Bowiem cywilizacja europejska jest znacznie starsza niż 2 tysiące lat, czyli znacznie starsza od chrześcijaństwa (a więc i od katolicyzmu rzymskiego). Juz 5 tysiecy lat temu (III wiek p.n.e.) prosperowała wysoko rozwinięta cywilizacja egejska na Krecie, a 4 tysiące lat temu (II wiek p.n.e.) cywilizacja Krety rozpowszechniła sę na Pelponez, czyli na południową część kontynentu europejskiego! A samo miasto Rzym istnieje od prawie 3 tysięcy lat! Tak więc mówienie, że korzenie Europy sa chrześcijańskie jest jednym wielkim oszustwem, i świadczy o ogromnych brakach w wiedzy takich osób, jak np. obecny papież, pan Karol Wojtyła, który pomimo wieloletniego pobytu w Rzymie i niedawnej wizyty w Grecji, nie wie, lub nie chce wiedzieć, o prawdziwych korzeniach i fundamentach kultury europejskiej. Dla niego, jak i dla innych katolików, historia Polski zaczyna się od narzucenia Polakom chrześcijaństwa pod koniec X wieku, choć źródła historyczne wyraźnie wskazują, że państwowość Polski jest o wiele starsza (p. np. Jerzy Topolski “An Outline of History of Poland” Warszawa: Interpress, 1986, rozdz. I). Sama dynastia Piastów, wywodząca sie conajmniej od Siemowita (Ziemowita), jest o około 100 lat starsza niż polskie chrześcijaństwo, a słowianie zamieszkują tereny obecnej Polski conajmniej od roku 1500 p.n.e., czyli od około 3500 lat! Historycy są zgodni, że początki Polski (t.j. polskiego państwa, polskiego narodu i polskiej kultury) sięgają conajmniej roku 500 n.e., czyli że są o 5 wieków starsze niż polskie chrześcijaństwo. Naród polski jest jednym z młodszych narodów europejskich, niemniej jego historia jest znacznie starsza niż historia chrześcijaństwa w Polsce. A historia takich państw jak Grecja jest o 3 tysiące lat starsza niż chrześcijaństwo! Tak wiec mówienie o tzw. invocatio dei w przyszłej konstytucji europejskiej jest jednym wielkim nieporozumieniem, bowiem kultura europejska jest o wiele starsza niż chrześcijaństwo: religia żydowska, a więc azjatycka: religia narzucona Europie przemocą i postępem. Pamiętajmy, że od momentu edyktu mediolańskiego w roku 313 n.e., edyktu legalizującego chrześcijaństwo, zaczął sie szybki upadek Rzymu. Stolica cesarstwa wkrótce przeniosła się do Konstantynopola, a około półtora wieku później, w roku 476, Germanowie usunęli z tronu ostaniego cesarza rzymskiego Romulusa Augustusa. I tak zaczęly sie na dobre tzw. ciemne wieki (dark ages), ktore trwały mniej więcej do końca średniowiecza, czyli około tysiąca lat. Tak więc chrześcijaństwo przyniosło Europie dziesięć wieków cofania się, a w najlepszym wypadku zastoju. Nie potrzebujemy więc tak marnego fundamentu naszej europejskiej cywilizacji. Religie azjatyckie, takie jak judaizm, islam i chrześcijaństwo nie powinny mieć miejsca w Europie, która ma swoją własna historię, i cywilizację, oraz własne religie i wlasnych Bogów!

Lech Keller

12:38, kaganowski
Link Dodaj komentarz »
Profesor Józef Keller o historyczności Jezusa

Profesor Józef Keller o historyczności Jezusa czyli

Co naprawdę wiemy o Jezusie?

Józef Keller w “Od Mojżesza do Mahometa” (Warszawa: Iskry, 1970) pisze wyraźnie, że (str. 160):
“Wprawdzie sposób pisania historii w starożytności nie był podobny do współczesnego, gdyż nie zwracano wówczas tak wielkiej uwagi na gromadzenie ścisłych danych i ustalanie faktów, ale nawet w tym świetle dokumenty prezentujące życie Jezusa są jednymi z najbardziej spornych pod względem swej wartości historycznej”. I tak (str. 160-165):

1. JÓZEF FLAWIUSZ

Najobszerniejsza relacja o Jezusie znajduje się w dziele “Starożytności" (Antiquitates) historyka żydowskiego Józefa Flawiusza (ur. 37 r. n.e.), który pochodził z rodu kapłańskiego, był zaufanym Sanhedrynu i jednym z przywódców powstania przeciwko Rzymiianom, w 66 roku. Uwolniony przez Wespazjana, w 69 roku, zmienił swoją postawę wobec Rzymii i z rewolucionisty stal się wiernym poddanym, przybrał przydomek Flawiusza i zajął się pisaniem historii swego narodu. Jego najważniejsze pisrna to “Starożytności" (Antiąuitates Judaicae) zakończone około 94 roku i “0 wojnie żydowskiej" (De bello Judaico) napisane przed 79 rokiem. Pisma te są najpoważniejszym źródłem wiadomości o historll narodu żydowskiego z okresu powstawania chrześcijaństwa, dlatego wypowiedzi Józefa o Jezusie i chrześcijanach posiadają dla nas pierwszorzędne znaczenie.

Interesują nas trzy fragmenty z jego pisma ,,Starotytności" (w innych jego pismach nic nie ma na ten temat). W księdze XVIII, 3,3 znajduje się wzmianka o Jezusie znana pod nazwą ”testimonium Flavianum". W tej samej księdze XVIII, 5,2 jest mowa o Janie Chrzcicielu, a w księdze XX, 9,1 o śmierci brata Jezusa, Jakuba. Dwie ostatnie wzmianki, to jest o Janie Chrzcicielu i Jakubienie budzą szczegóInej wątpliwości, natomlast fragment dotyczący Jezusa jest od dawna kwestionowany. W jaki bowiem sposób prawowierny żyd, jakim był Józef, móglby napisać o Jezusie:

“W owym czasie pojawił się Jezus, człowiek wielkiej mądrości, jeśli go w ogóle można nazywać człowiekiem. Czynił cuda i nauczał ludzI, którzy chętnie przyjmowali prawdę. Ten pozyskał dla sieble wielu żydów i Greków. Byl on Chrystusem. Gdy najprzedniejsi w państwie wydali Jezusa, a Piłat ukrzyżował, ci, którzy go pierwsi umiłowali, nie wyrzekli się go. Na trzeci dzień ukazał im się znowu żywy, o czym podobnie jak i o tysiącu innych cudów, świadczą jego wyznawcy-chrześcijanie, od niego wywodzący swą nazwę'”.

Treść tego fragmentu wskazuje, że nie mógl on wyjść spod pióra Józeta Flawiusza. Za takim wnioskiem przemawia szereg bardzo poważnych argumentów:

  • a) Józef nie mógł mówić o Jezusie jako Mesjaszu (czyli Chrystusie – LK) “jeśli go w ogóle można nazywać człowiekiem”;
  • b) Fragment ten przerywa wątek opowiadania i rozrywa jedność jego kompozycji;
  • c) Stanowi wtręt bardzo niezręczny, dokonany w nieodpowiednim miejscu, gdyż wiersze poprzedzające dotyczą opisu zamieszek i nie wiążą się z Jezusem, a wiersze następne opisują nadużycia kapłanów bogini Izydy w stosunku do rzymianki Pauliny;
  • d) Druga część omawianego fragmentu jest wzięta dosłownie z chrześcijańskiego wyznania wlary, a więc jest całkiem obca przekonaniom Józefa (“na trzeci dzień ukazał im się znowu żywy..");
  • e) Fragment ten nie był znany starszym pisarzom kościelnym: Teofilowl Antiocheńskiemu (zm. około 180 roku), Justynowl (zm. około 165 roku), Mincjuszowl Feliksowi (zm. około 200 roku), Klemensowl Aleksandryjskiemu (zm. w 215 roku), Tertulianowi (zm. w 220 roku), którzy posługują się omawianym dziełem Józefa i z pewnością odwolaliby się do jego świadectwa o Jezusie, gdyby takie w nim istniało.

Najważniejsze zaś jest to, ie tego fragmentu nie zna również Orygenes (zm. w 254 roku), który odwołuje się do wzmianki Józefa o Janie Chrzcicielu i Jakubie oraz czyni wyrzut Józefowl, że nie uznaje mesjańskiego charakteru Jezusa. Najstarszym pisarzem kościelnym, który cytuje ów fragment o Jezusie, jest historyk Euzebiusz (zm. w 339 roku). Nie ulega przeto wątpliwości, co przyznają nawet badacze katoliccy, że “testimonium Flavianum" zostało dodane do tekstu Józefa Flawiusza pod koniec III wieku.

Charakterystyczną jest rzeczą, że nie znajdujemy wzmianki o Jezusie u innych pisarzy żydowskich tego okresu, zwłaszcza u Filona z Aleksandrii (zm. w 50 roku n.e.) i Justusa z Tyberiady (zm. w 101 roku n.e.), autora “Historii wojny żydowskiej" oraz “Kroniki królów żydowskich".

2. TACYT

Jeden z najglośniejszych historyków rzymskich w początkach II wieku n.e., Tacyt, jest autorem ważnego źródla wiadomości o Jezusie. W swych “Rocznikach" (Annales) napisanych okolo 116 roku (księga XV, rozdz. 44) podał nastąpującą relację przy okazji opisu pożaru Rzymu za Nerona w 64 roku:

,,Neron podstawił winowajców i dotknąI najbardziej wyszukanymi każniami tych, których znienawidzono dla ich sromot, a których gmin chrześcijanami nazywal. Poczatek tej nazwie dał Chrystus, który za panowania Tyberiusza skazany był na śmierć przez prokuratora Poncjusza Piłata, a przytłumiony na razie zgubny zabobon znowu wbuchnął, nie tylko w Judei, gdzie się to zło wylęgło, lecz także w stolicy, dokąd wszystko co potworne albo sromotne zewsząd napływa i licznych znajduje zwolenników. Schwytano więc naprzód tych, którzy tę wiarę publicznie wyznawali, potem na podstawie ich zeznań ogromne mnóstwo innych i udowodniono im nie tyle zbrodnię podpalenia, lle nienawiść ku rodzajowi ludzkiemu".

Fragment ten jedni odrzucają w całości jako późniejszą wstawkę, inni uznają częściową interpolację, a jeszcze inni widzą w nim tekst calkowicie autentyczny. Podstawowym zarzutem kierowanym przeciwko autentyczności jest fakt, że Tacyt piszący za czasów Trajana nie wspomina o chrześcijanach z tego okresu, mimo że te czasy reIacjonuje bardzo szczegółowo, a podaje wiadomości sprzed 50 lat. Wiadomo zaś, że za czasów Nerona nie mogło jeszcze być w Rzymie tak wielkiej ilości chrześcijan, jak to wynika z tego fragmentu, tym bardziej że sama nazwa “chrześcijanie" w owym czasie jeszcze nie istniała (Dz. Ap. 11,22). Fragment Tacyta jednak ma inną wartość dla historyka niż fragment Józefa Flawlusza. U Tacyta nie ma takich sprzeczności jak u Józefa. Tacyt mówi bowiem o chrześcijanach z pogardą, uważa ich za wrogów państwa, za grupę zabobonną i szkodliwą. Takiej oceny nie mógi dodać do tekstu żaden chrześcijańlski kopista. Negatywny, wrogi i pogardliwy stosunek Tacyta do chrześcijaństwa przemawia za autentycznością tego fragmentu, co jednak nie wyklucza uzupełnienia go wzmianką o wielkiej ilości chrześcijan w Rzymie za panowania Nerona. Jeśli się przyjmie, że fragment Tacyta jest autentyczny, to świadectwo to trzeba uznać za poważny argument na rzecz tezy o historycznym istnieniu Jezusa.

Komentarz: Prof. Jozef Keller wyraźnie zaznacza, że fragment Tacyta może być autentyczny, ale nie musi.

Zastanawiać też musi fakt, że o tak ważnym ruchu i tak ważnej osobie, Tacyt napisał tak niewiele…

3. PLINIUSZ MŁODSZY

Obok Tacyta zwykło się wymieniać świadectwo Pliniusza Młodszego (żyl w latach 62-114 n.e), który pełnił obowiązki pretora Bitynii za Trajana.w latach 111-113. W jego liście do cesarza (prawdopodobnie z 112 roku) nie ma jednak mowy o Jezusie, lecz o chrześcijanach. W obszernych relacjach Pliniusz donosi cesarzowi o swych wątpliwościach, jak postępować z chrześcijanami:

“Dla mnie było zupełnie jasne - pisał – że do czegokolwiek by się przyznali, karać ich należalo za upór i zaciętość. Pewnych spośród tych, którzy ulegli temu szaleństwu, jako obywateli rzymskich, wysłałem do stolicy. Wkrótce, w toku samej rozprawy, jak to zwykle bywa, lista przestępców zaczęla się, coraz bardziej powiększać. ( ... ) Twierdzili, że ich wina,lub blędy polegają tylko na tym, że w ustalone dni zbierali się razem przed wschodem slońica, śpiewall kolejno hymny pochwalne na cześć Chrystusa. ( ... ) W związku z tym wszystkim uznałem za jeszcze bardziej konieczne przesluchać z zastosowanlem tortur tych, którzy byli ich kapłanami. Nie dowiedziałem się jednak niczego nowego prócz tego, że jest to jakiś dziwny i doprowadzony do krańcowości zabobon..."

Fragment ten, jeśli nawet uznać, że jest autentyczny, nie jest świadectwem o Jezusie,Iecz o chrześcijanach, stąd dla naszego tematu posiada wartość uboczną i drugorzędną.

4. SWETONIUSZ

Podobne znaczenie posiada świadectwo historyka rzymskiego Swetoniusza (Vita Claudii 25, Vita Neronis 16, pisane około 120 roku n.e.). W pierwszym z wymienionych dzieł podaje, że za panowania Klaudiusza zostali wypędzeni z Rzymu żydzi, “którzy podburzani przez Chrystusa powodowali częste zamieszki”, a w drugim umieszcza zaczerpniętą dosłownie od Tacyta wiadomość, że “za Nerona zostali poddani torturom chrześcijanie, ludzie wyznający nową i zbrodniczą wiare,". Swetoniusz nie wspomina o Jezusie ani o chrześcijanach, lecz o żydach, zakładając, że ów Chrystus mieszkał  w Rzymie i osobiście podburzał do buntu. Nie wiadomo przeto, o jakim Chrystusie on mówi. Jest nieprawdopodobne, by mówil o Jezusie, który przecież nie mógł być w Rzymie i podburzać do zamieszek. Wątpliwe też jest, czy w tym tekście chodzi o chrześcijan.

Pisarze rzymscy nie używają słowa Jezus, lecz wylącznie Chrystus (Chrestos). Fakt ten osłabia znaczenie ich relacji z tego względu, że w tym czasie pojawiali się wśród żydów liczni prorocy i chrystusi (mesjasze – LK) występujący w roli przywódców ludowych i politycznych.

5. LUKIAN I CELSUS

W pismach autorów rzymskich późniejszego okresu spotykamy obszerniejsze relacje o Jezusie i chrześcijanach. Na uwagę zasluguje pod tym względem dzlełko Lukiana “O śmierci Peregrynusa” (napisane około 170 roku) i dzieło CeIsusa ,,Slowo prawdziwe". Pisma te jednak, jako pochodzące z drugiej połowy II wieku, są bardzo odległe od opisywanych faktów i znać na nich wpływ literatury chrześcijańskiej.

Dzieło CeIsusa zaginęło, ale jest nam znane dzięki obszernym cytatom w piśmie Orygenesa “Przeciwko CeIsusowi”. CeIsus okolo 178 roku, za panowania Marka Aureliusza, stwierdza, że “pojawił się nowy typ ludzi jednoczących się przeciwko wszystkim obowiązującym przepisom religijnym i obywatelskim. ( ... ) Ostatnio chrześcijanie znaleźli sobie wśród żydów nowego Mojżesza, który ich skusił i powiódł jeszcze dalej. Nazywają go synem bożym, on jest twórcą ich nauki". Celsus nle ma wątpliwości co do istnienia Jezusa. Całą “zbrodniczą ohydę” widzl w tym, że wokół tej postaci stworzono doktrynę skonstruowaną na podstawie zapożyczeń z mitów innych religii. “Ohyda" chrześcijaństwa nie polega tylko na stworzeniu mitu, bo takie zjawisko występuje w każdej religii, ale na tym przede wszystkim, że źródłem tego mitu uczyniono postać Jezusa, która wydała mu się niegodna i występna.

Pzytoczone fragmenty zachowanego tekstu CeIsusa są wyrazem poglądów na Jezusa wśród wykształconych sfer rzymskich II wieku. Poglądy te zostały ukształtowane na podstawie rozmaitych źródeł: hellenistycznych, rzymskich, chrześcijańskich i żydowskich.

6. TALMUD I TOLEDOTH JESZUAH (TOLEDOT JESZU)

Wśród źródeł żydowskich, poza omówionym już tekstem Józefa Flawiusza, o Jezusie wspominają pisma talmudyczne. Wprawdzie spisanie tradycji ustnej, która stanowi treść Talmudu, nastąpilo dopiero w V i VI wieku n.e., ale niektóre fragmenty talmudyczne pochodzą już z I wieku n.e. W zrekonstruowanym przez J. Klausnera fragmencle zwanym “Tanaim Jeszuah” Jezus występuje jako człowlek niepoważny, uprawiający magięi oszukujący lud, za co slusznie został stracony jako odstępca religijny i uwodziciel ludu. Inny fragment pod tytulem “Baraita" babilońskiej wersji Talmudu podaje szczegółowy opis śmierci Jezusa. Najglośniejszy zaś fragment traktatu “Aboda Zara”  jest źródlem wersji, że Jezus był nieślubnym dzieckiem Marii (Miriam) i żołnierza rzymskiego Pandara lub Pantery. Wymienione fragmenty poslużyły jako źródło do opracowania dziełka pod tytułem “Życiorys Jezusa” (Toledoth Jeszuah), które powstało między VII i IX wiekiem i było rozpowszechnione w środowiskach żydowskich w średniowieczu. Urnieszczono w nim wiele legend zlośliwych o Jezusie i jego uczniach.

Fragmenty talmudyczne rzucają światło nie na życie i działalność samego, Jezusa, lecz odzwierciedlają poglądy dominujące wśród żydów. Byla to swolsta odpowiedź na działalność chrześciijan propagujących postać Jezusa jako Mesjasza, dlatego trudno je uznać za źródło historyczne o Jezusle. Posiadają pewne znaczenie dlatego, że pochodzą ze środowiska wrogiego wobec chrześcijańistwa, są apologią judaizmu i starają się uchronić żydów przed uznaniem Jezusa za Mesjasza.

Krótkie podsumowanie: Ze wszystkich pozachrześcijańskich źródeł jedynie bardzo lakoniczna wzamianka Tacyta może być uważana za źródło historyczne. Testimonium Flavianum jest oczywitym apokryfem, dopisanym wyraźnie przez chrześcijanina. Pliniusz Młodszy pisze nie o Jezusie, a o jego wyznawacach, podobnie jak Swetoniusz. Pisma Lukiana i Celsusa były zaś napisane w czasach bardzo odległych od okresu, w którym Jezus miał żyć. Jeśli chodzi o Talmud, to wszelakie odnośniki do Jezusa zostały tam unieszczone w celach wyraźnie propagandowych, stąd ich wartość historyczna jest praktycznie zerowa. Tak więc jedynym dowodem historycznym na istnienie Jezusa pozostaje mocno dyskusyjny, niewielki fragment kroniki Tacyta. Jest to zdecydowanie zbyt mało, aby przyjąć za pewnik, ze człowiek imieniem Jezus (Jeszu, syn Miriam) rzeczywiście kiedykolwiek chodził po ziemii (oczywiście, mówimy tu o Jezusie biblijnym, legendarnym założycielu chrześcijaństwa).

Lech Keller

12:35, kaganowski
Link Komentarze (2) »
Koran, Tora i Biblia
Lech Keller

(Quran) Koran a żydowska Tora i chrześcijańska Biblia

Na temat wzajemnych związków pomiędzy judeochrześcijańską Biblią a islamskim Quranem (Koranem) istnieje, szczególnie wśród chrześcijan, szereg fundamentalnych nieporozumień. Najważniejsze z nich dotyczą następstwa czasowego Quranu po Biblii (zarówno po Starym, jak i Nowym Testamencie) i roli Jezusa w Quranie, co jest też głównym tematem tego eseju.

Koran (po arabsku “czytanie”) to według Małej Encyklopedii Powszechnej z roku 1959 “święta księga muzułmanów, zawierająca objawienia Mahometa. Dzieli się ona na 114 sur (objawień), i stanowi kodeks podstawowych przepisów religijnych i prawnych Islamu.” Według Muzułmanów (http://www.usc.edu/dept/MSA/quran - The Noble Qur'an) Koran jest jedną z dwóch podpór (“nóg”) które razem tworzą podstawy Islamu. Drugą “nogą” Islamu jest tzw. Sunnah. Quran różni się od Sunnah głównie formą: Quran jest dokładnym powtórzeniem słów Allacha, zaś Sunnah była tylko zainspirowana przez Allacha, ale jej słowa pochodzą od proroka Mahometa. Zdaniem Islamu, Quran nie był po prostu podyktowany Mahometowi przez Allacha, ale wręcz każda litera w nim, każdy znak, pochodzi bezpośrednio od Boga (Allacha).

I tak według “Planety Islam” (http://www.planetaislam.com/wiara/wiarawksiegi.html), “Allach objawiał swe święte księgi różnym narodom w różnych epokach”. Muzułmanie uważają więc, iż:

  • Abraham otrzymał od Allacha Przymierze i nakaz obrzezania wiernych,
  • Mojżesz otrzymał od Allacha “Taurat”, czyli Księgi (Prawo) Mojżeszowe (żydowską Torę),
  • Dawid otrzymał od Allacha “Az-Zabur” czyli Psalmy,
  • Jezusowi (po żydowsku Jeszua, po arabsku Isa) została objawiona przez Allacha “Al-Indźil” czyli Ewangelia zaś
  • Quran (Koran) został objawiony Muhammedowi (Mahometowi) jako ostatnia i najważniejsza, zastępująca i poprawiająca wszystkie poprzednie, ostateczna Święta Księga Islamu.

Prorok Muhammad (saas) jest, zdaniem Muzułmanów, ostatnim łącznikiem między Allachem a ludzkością, stąd Quran jest ostatnią wiadomością (księgą), którą ludzkość otrzymała od Allacha. Księgi poprzedzające Koran, takie jak Tora, Psalmy i Ewangelie zostały zastąpione Koranem, który, według Muzułmanów, jest dzisiaj dokładnie taki sam, jak ten dany przez Allacha prorokowi Mahometowi w latach 610 do 622 naszej ery.

Według Islamu Koran jest więc ostatnią księgą daną ludziom przez Boga (Allacha), księgą najważniejszą z tu wymienionych, księgą która potwierdza prawdę w poprzednich księgach, i która koryguje ich błędy. Zaś zdaniem Muzułmanów “to, co przeczy “Tawheed” (monoteizmowi) w poprzednich księgach (głównie w Nowym Testamencie - LK) zostało skorumpowane przez ludzi”. Tak więc Muzułmanie wierzą, iż Biblia i Talmud zawierają słowa Allacha, lecz zostały one tam zmieszane ze słowami ludzkimi. Innymi słowy: wszelkie księgi poprzedzające Koran (takie jak Tora, Talmud, Stary i Nowy Testament) były manipulowane przez żydów i chrześcijan. Natomiast Quran, jako zawierający słowa Allacha, i to bez jakichkolwiek błędów, jest uznawany przez Islam za księgę nieomylną, jedyną w całości objawioną przez Boga (Allacha): “Czy oczekujecie, że oni wam uwierzą mimo że jakaś ich grupa po usłyszeniu Słowa Allacha świadomie je zmienia, dobrze je zrozumiawszy?” (Koran, 2:75).

Muzułmanie wierzą więc, że Taurat (Tora) była księgą (lub księgami) objawioną Mojżeszowi przez Allacha. Jednakże zdaniem Muzułmanów księgi Mojżesza zawarte w Biblii, czy też w późniejszym Talmudzie, nie są oryginalnymi księgami danymi Mojżeszowi przez Boga, jako iż w miarę upływu czasu zostały one zmienione i połączone z komentarzami rabinów i tzw. uczonych w piśmie. Jako przykład takiej manipulacji Muzułmanie podają ostatnie wersety Księgi Powtórzonego Prawa, w której Mojżesz własnoręcznie opisuje swą własną śmierć i miejsce jego własnego pochówku. Tak więc Mojżesz nie może być autorem słów: “i pochowano go w dolinie krainy Moabu naprzeciw Bet-Peor, a nikt nie zna jego grobu aż po dziś dzień.” (Księga Powtórzonego Prawa 34:6). Chrześcijanie radzą sobie tu poprzez dodanie komentarza głoszącego iż: “ostatnie rozdziały zostały później dodane” (p. np. Biblia Tysiąclecia, wyd. 3 i 4 - str. 172).

Jednakże nie to jest najważniejsze z szeregu czynników które dzielą muzułmańską i chrześcijańską interpretację świętych ksiąg. W odróżnieniu od Chrześcijan, Muzułmanie nie uważają Jezusa (Jeszui, Isy) za Boga, a jedynie za jednego z wielu żydowskich proroków poprzedzających Muhammeda (Mahometa), czyli stawiają go na poziomie Abrahama, Mojżesza i Dawida, a więc śmiertelników, a nie Bogów. Według Islamu Jezusowi została jedynie objawiona przez Allacha “Al-Indźil” czyli Ewangelia, a więc księga o znacznie niższym ciężarze gatunkowym niż Quran (Koran), który został objawiony, jako ostatnia i najważniejsza Święta Księga, największemu prorokowi Islamu, czyli Muhammedowi (Mahometowi). Stąd w Islamie Jezus stoi nie tylko poniżej jedynego Boga ( w jednej Osobie), czyli Allacha, ale nawet poniżej proroka Mahometa. O boskości syna Maryi nie ma więc mowy w Islamie, który jest, podobnie jak Judaizm, religią monoteistyczną, i to monoteistyczną z iście żelazną konsekwencją. Co więcej, Quran zawiera w sobie polemikę z chrześcijanami, którzy twierdzą iż Jezus był  Bogiem jako iż musiał on być synem Boga, gdyż żaden człowiek nie był mu ojcem. Replika Quranu jest tu taka, iż Adam i Ewa też nie mieli człowieka jako ojca, a nawet kobiety jako matki, a jednak bogami na pewno nie byli. (por. http://www.islam101.com/religions/christianity/diffBQ.htm - The Difference between the Bible and the Quran).

Islam uważa też, iż nie obecnie nie istnieje już Ewangelia Jezusa. Zdaniem Muzułmanów Ewangelie zawarte w Nowym Testamencie są opowiadaniami o czynach i życiu Jezusa danymi nam z drugiej lub nawet trzeciej ręki. Za częścią teologów chrześcijańskich Islam uważa, iż jedynie Mateusz i Jan byli prawdziwymi apostołami Jezusa, zaś Marek i Łukasz byli jedynie uczniami Pawła, który sam nigdy nie widział Jezusa. Wiadomo też że istnieje wiele innych ewangelii (na przykład według Tomasza, Barnaby czy Hebrajczyków) które jednak na soborze Nicejskim zwołanym przez Cesarza Rzymskiego w roku 325 n.e. zostały uznane za niekanoniczne i usunięte z Nowego Testamentu. Tak więc Muzułmanie wierzą w Ewangelię Jezusa, ale w taką jaka została ona objawiona Jezusowi przez Allacha, a nie w taką, jaką naucza współczesne Chrześcijaństwo, oraz zdecydowanie odrzucają, jako niezgodną z Prawem Mojżeszowym, boskość Jezusa:
“Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym...”(Księga Wyjścia, 20:3-5)
“I w ich ślady Posłaliśmy Jezusa, syna Marii, potwierdzając to co przed nim objawione zostało w Taurat, i Daliśmy mu Ewangelię, w której było przewodnictwo i światło, potwierdzające Taurat, przewodnictwo i napomnienie dla Bogobojnych.” (Koran 5:46).

Innymi słowy (http://www.planetaislam.com/wiara/wiarawksiegi.html) Muzułmanie uważają Jezusa za wyłącznie człowieka, wierzą iż księgi zawarte w Torze czy Biblii nie są w stu procentach słowem Allacha, i że jedynie Koran jest ostatnią, a dzisiaj jedyną, prawdziwą księgą potwierdzającą prawdę którą nadal można znaleźć (jednak na ogół zniekształconą przez ludzi) w Biblii czy też w Talmudzie:
“Nawróćcie się do Mnie, by się zbawić, wszystkie krańce świata, bo Ja jestem Bogiem, i nikt inny!”(Księga Izajasza, 45:22)
“Wierzysz że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz.” (List Św. Jakuba Apostoła 2:19).

Zdaniem Muzułmanów jednym z cudów Koranu jest to, że jest on strzeżony przez samego Boga (Allacha) od wszelkich zmian i manipulacji. Muzułmanie wierzą więc, iż do dzisiejszego dnia nie istnieją na świecie dwa różniące się od siebie (oficjalnie uznawane) egzemplarze Koranu, i że pozostanie tak dopóki Allach nie zabierze Koranu z ziemi. Bowiem dla Islamu “Koran, który został objawiony Muhammedowi jest prawdziwym, nie stworzonym słowem Allacha. Fałsz nie może być do niego dodany, ani też żadna część nie może być z niego usunięta”, i co więcej “Allach zesłał ludziom (poprzez Mahometa) Koran, aby ujawnić wszystko co uważa on za dobre dla ludzkości na tym świecie, zarówno jak i w życiu wiecznym, i że w Quranie nie ma i być nie może żadnych sprzeczności.” (http://www.planetaislam.com/wiara/wiarawksiegi.html). I tak:
“A jeżeli powątpiewacie względem tego, co My zesłaliśmy naszemu słudze, to napiszcie choć jeden podobny rozdział i wezwijcie do tego swoich pomocników oprócz Allacha o ile jesteście prawdomówni.” (Koran, 2:23),
“Czyż zatem nie zastanowią się oni nad Koranem? Gdyby pochodził on od kogokolwiek innego poza Allachem, zapewne znaleźliby w nim wiele sprzeczności.” (Koran, 4:82).

Źródła na Internecie (wybór):
  • http://www.britannica.com/ebc/article?tocId=9376335 (“Qur'an” w Britannica Concise Encyclopedia.)
  • http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=20007669 (Dyskusja o Koranie i Biblii)
  • http://www.islam101.com/religions/christianity/diffBQ.htm (“The Difference between the Bible and the Quran” - Based on a transcript of a lecture by Dr. Gary Miller)
  • http://www.planetaislam.com/wiara/wiarawksiegi.html (“Planeta Islam”)
  • http://www.usc.edu/dept/MSA/quran/ (“The Noble Qur'an”)
  • http://pl.wikipedia.org/wiki/Koran (“Wikipedia”)


12:34, kaganowski
Link Dodaj komentarz »
Tsunami: czy Bóg mógł być jego przyczyna?
Lech Keller

Tsunami: czy Bóg mógł być jego przyczyna?

Dla naukowców dewastacja spowodowana podwodnym trzęsieniem ziemi i wywołana nim wielka fala zwana tsunami były spowodowane przez przypadkowe z natury siły przyrody. Jednakże, jak to zauważa Kenneth Nguyen w “Is God to blame for this?” w “The Age” (theage.com.au) z 30 grudnia 2004, dla wyznawców interwencjonistycznego boga (bogów) sprawa nie jest taka prosta. Nie maja oni bowiem wyboru: jeśli istnieje wszechmocny, wszechwiedzący i wszechobecny bóg, który stworzył świat, to jest on tez ostateczna przyczyna owego tsunami, albowiem nic i nigdzie nie może się wydarzyć bez wiedzy boga i jego przyzwolenia.

Dla chrześcijan sprawa jest jasna: Biblia wyraźnie twierdzi, iż “W mgnieniu oka On (Bóg – LK) przesunie góry i zniesie je w swoim gniewie, On ziemie poruszy w posadach: i zaczną trzeszczeć jej słupy” (Księga Hioba 9:5-6), oraz “Na ziemie patrzy, a ona drży; dotyka gór, a one dymią” (Psalm 104:32). Co więcej, ortodoksyjni (tu w znaczeniu interpretujący niemalże dosłownie Biblie) chrześcijanie znajdują w swych świętych księgach dowody na to, iż nie przypadkiem konkretne, niechrześcijańskie kraje (muzułmańska Indonezja, buddyjsko-hinduistyczna India czy tez Tajlandia) były celem gniewu bożego, który został objawiony w postaci dewastacji spowodowanej owym tsunami: “Wiemy tez, ze Bóg z tymi, który Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (List do Rzymian 8:28), na przykład poprzez trzęsienie ziemi, które uwolniło Pawła i Sylasa z wiezienia w Filippi (p. Dzieje Apostolskie 16:11-40, a szczególnie 26: “Nagle powstało silne trzęsienie ziemi, tak ze zachwiały się fundamenty wiezienia. Natychmiast otwarły się wszystkie drzwi i ze wszystkich opadły kajdany”). Oczywiście, jeśli Bóg może użyć trzęsienia ziemi aby pomoc swym apostołom, to może on tez użyć trzęsienia ziemi aby ukarać swych wrogów, w tym niewiernych, heretyków i innych odszczepieńców.

Stad po wielkim trzęsieniu ziemi w Lizbonie w roku 1755, które zabiło ok. 100 tys. osób, księża katoliccy wylegli na ulice, i kierowali egzekucjami domniemanych heretyków, którzy zostali obwinieni za gniew boży, uzewnętrzniony tym razem w prawie całkowitym zmieceniem z powierzchni ziemi stolicy Portugalii. Podobnie po niedawnym trzęsieniu ziemi w mieście Bam w Iranie, które zabiło ok. 20 tys. osób, amerykański rabin Daniel Lapin napisał w “Chicago Jewish News” iż była to kara dla Irańczyków za przyjęcie islamu. Choć obecnie, po zniszczeniach w Azji, papież Wojtyła publicznie modlil się za ofiary tsunami, to jednak pominal on był calkowitym milczeniem role boga w jego powstaniu, czy tez skali zniszczen.

Co jest pewne, to to, iż naturalne katastrofy typu trzesien ziemi, wybuchow wulkanow, tsunami itp. neguja mozliwosc istnienia wszechmocnego, a jednoczesnie dobrego boga. Wystarczy tu tylko przypomnieć, iż około 1/3 ofiar ostatniego tsunami to były dzieci, za młode aby zgrzeszyć, nawet w judeochrześcijańskim zrozumieniu tego słowa. Oczywiście, kazuiści jezuiccy, i im podobni powiedzą zaraz, iż bóg poprzez cierpienia wiedzie nas w ten sposób do szczęścia, ale jest to iście bolszewickie rozumowanie chwalące złodzieja, iż okradając bogacza, uwolnił go od własności, która jest niczym innym niż kradzieżą, a wiec niejako tez wyzwolił owego bogacza od grzechu (rozumowanie oparte na słynnym stwierdzeniu Proudhona, iż podobnie jak niewolnictwo jest morderstwem, to własność jest kradzieżą).

Nguyen kończy swój artykuł celnym stwierdzeniem, iż fala tsunami wstrząsnęła nie tylko miastami, ale tez i podstawami wiary w dobrego, a jednocześnie wszechmocnego boga. Nie oznacza to oczywiście, iż przybędą nam rzesze ateistów i agnostyków: bardziej prawdopodobne będzie, iż ludzie zwrócą się, choćby tylko przejściowo ku wierze i kościołom na zasadzie “jak trwoga to do boga”, ale ze dla wielu wierzących doświadczenie dewastacji spowodowanej niedawnym tsunami zasieje przynajmniej ziarenko sceptycyzmu, zarodek niewiary w istnienie dobrego boga.

LK, 2005

12:20, kaganowski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 czerwca 2005
Dobro i Zlo – artykul dyskusyjny (cz. IV-VI)

Dobro i Zlo – artykul dyskusyjny (cz. IV-VI)

Czesc IV: Czy w zwiazku z istnieniem Zla, Bog Biblii jest prawdziwym Bogiem?

Kwestia jest tak: jaka mozna miec pewnosc, ze biblijny Bog jest tym prawdziwym. Przeciez na dobra sprawe cala Biblia to tylko slowa kaplanow. Podobnie jak Muzulmanie twierdza, ze to wlasnie ich Bog jest tym jedynym prawdziwym (rowniez maja swa natchniona ksiege)-wiec znowu trzeba wierzyc im na slowo. A przeciez trudno wziac calkowicie na serio twierdzenie, ze chrzescijanska Biblia jest "oryginalnym slowem bozym". Ale ja nawet nie wiem (jako de facto agnostyk), czy Bog istnieje. Ale jesli On istnieje, to napewno nie jest taki, jakim Go sobie kosciol katolicki, czy nawet Zydzi, Karaimowie albo Muzulmanie wyobrazaja (choc sa oni jakby blizej prawdy niz chrzescijanie, a specjalnie katolicy). A co do Biblli: rzeczywiscie smiesznym byloby twierdzic, ze jest ona dokladnie "slowem bozym". Teologowie (ci prawdziwi, nie pseudoeksperci z ATK czy KULu) twierdza, ze byla ona zainspirowana przez Boga; faktem jest tez, ze miala ona wielu ludzkich autorow (z Mojzeszem na czele), a przede wszystkim edytorow i tlumaczy, stad te biblijne sprzecznosci. Np. o kogo byl Jahwe zazdrosny w Exodus 20:5, czemu w Genesis 1:26 uzywa sie raz liczby mnogiej czyli Elohim, a pozniej w Exosus 20:5 Jahwe twierdzi, ze jest jedynym prawdziwym Bogiem. Tu moge tylko zalecic krytyczna lekture Biblie i ksiazek o niej (na poczatek polecam prace prof. J. Kellera).

Niektorzy agnostycy przychylaja sie do zdania, ze istnieje pewien Absolut (ktorego nigdy nie poznamy) ale bzura jest twierdzenie, ze to cos widzi w kazdej chwili co robi kazdy czlek i zapisuje to sobie w pamieci (aby w nieznanej blizej przyszlosci albo go nagrodzic, albo ukarac-chociaz wielu uwaza, ze zycie na tym padole jest juz dostateczna kara). Tu juz wchodzimy w strefe czegos, czego nikt nigdy nie pozna. Dosyc klopotow sprawia uczonym zrozumienie budowy i funcjonowania znanego nam kosmosu i praw nim rzadzacych: niby wszystko wyglada na przypadek, ale przypadkiem na pewno nie jest-podobnie jak homocentryzmem byloby twierdzenie,ze poza nasza niedoskonala cywilizacja zadna inna istniec nie moze bo nas podobno Bog sobie upodobal. Ale w takim razie spartaczyl on robote. Przykladowo: -w przyrodzie tylko czlowiek zabija bez koniecznej przyczyny, a najzabawniejsze jest to, ze z zapalem robi to na przedstawicielach wlasnego gatunku (co w przyrodzie jest raczej niespotykane).

Powyzszy swiatopoglad jest, "by default', wiara w Boga, co prawda abstrakcyjnego, wiec jest deizmem, swiatopogladem Locke’a, Voltaire’a czy Rousseau’a. Ja jestem zas raczej “czystym” agnostykiem, jak Russell czy Lem, niz deista, choc przyznaje, ze nauka (jak dotychczas) nie wyjasnila powstania swiata (np. co bylo przed Big Bangiem, zakladajac, ze to wydarzenie mialo rzeczywiscie miejsce), i wcale sie nie zbliza do wyjasnienia ani kosmogonii, ani kosmologii. Wracajac do owego Absolutu: jesli takowy Absolut istnieje, to z definicji musi on wszystko widziec, w tym tez, co ja w tej chwili wypisuje, i, co gorsza, nigdy tego nie zapomni. Ale smieszne by bylo oczekiwac, aby taki Absolut bawil sie w nagradzanie i karanie istot, badz co badz, utworzonych przez Niego (bezposrednio, czy posrednio poprzez ewolucje), bo jak juz pisalem, tzw. "gap" (a raczej otchlan) dzielaca nas od niego jest wieksza niz miedzy nami a mrowkami. W skrocie: Pan Bog to nie jest ani buchalter, zapisujacy na naszym koncie nasze wszystkie uczynki, ani tez sedzia sadzacy nasze uczynki, bo On jest po porostu ponad tym. Ksiegowosc czy sadownictwo to nasze ludzkie wynalazki - stworzylismy sobie bowiem kulture, aby lepiej sobie radzic z raczej nieprzyjaznym otoczeniem. Ale Absolut nie potrzebuje takich protez, ani tez satysfakcji z dobrze prowadzonych ksiag czy sprawiedliwie ferowanych wyrokow. Jak juz pisalem, istoty skonczone niegdy nie zrozumieja Istoty Nieskonczonej, stad tez te rozwazania o "naturze boskiej" sa z definicji raczej jalowe, i jedyne co mozemy powiedziec, to to, ze "jesli Bog istnieje, to jest on taki jaki On jest". I smieszne jest zaprawde nadawanie mu cech ludzkich (dobry, milosciwy czy sprawiedliwy), jako iz rzadzi sie on boskimi, a nie ludzkimi prawami czy etyka (moralnoscia). I bynajmniej nie mozemy odmawiac temuz Absolutowi prawa stworzenia swiata niedoskonalego, gdyz zadajac od Niego tworzenia jedynie rzeczy doskonalych, niejako ograniczalibysmy Go. Pozostaje nam wiec akceptacja tego, co jest, i staranie sie, aby mozliwie jak najlepiej przezyc nasze zycie, nie liczac na zadne cuda czy interwncje boska, podobnie jak mrowki w mrowisku nie licza na pomoc ludzi w walce np. z ulewa, zalewajaca mrowisko. a licza jedynie na siebie i ewentualna zmiane pogody.

Niezupelna prawda jest tez, aby tylko czlowiek zabijal bez potrzeby, i ze tylko czlowiek zabija osobnikow swego gatunku. Dobrze wiadomo, ze np. kot domowy zabija ptaki, choc nie jest wcale glodny. A ten ptasi holocaust spowodowany przez koty stal sie problemem w USA czy Australii, gdzie sa cale przedmiescia, gdzie kotom nie wolno byc w nocy poza domem (tak kocia godzina policyjna). Wiadomo tez, ze np. niedzwiedzie czy lwy zabijaja, i to czesto, mlode wlasnego gatunku; czesto niedzwiedzica czy lwica musi bronic potomstwo przed tatusiem, ktory jest w stanie zabic male niedzwiadki czy lewki. Tak wiec bynajmniej nie mamy patentu na zboczenia, co dowodzi, ze jestesmy raczej Panu Bogu obojetni (gdybysmy byli jedynym zboczonym gatunkiem, to dowodzilo by, ze nas specjalnie Pan Bog nie lubi).

Czesc V: O utracie wiary z powodu istnienia Zla

Katolicy uczeni argumentuja czesto, ze “wielu ludzi odwraca sie od Boga na skutek spostrzezenia zla we wszechswiecie. Faktem jest jednak, ze tylko jeden Bog jest naprawde pozbawiony najmniejszego pierwiastka zla, ze jest "Tylko Dobrem" i " Tylko Miloscia" , a dokladniej jest perfekcja, idealem. Z perfekcja, idealem, jest tak, ze aby pozostalo perfekcja, nie moze istniec ani nic bardziej doskonalego, ani nawet tak samo perfekcyjnego. Jesli Bog jest perfekcja, to kazde dzielo Boga, z definicji musi byc mniej niz doskonale. Stwarzajac absolutnie dobry wszechswiat czy absolutnie doskonalego czlowieka, Bog zaprzeczyl by swojej wlasnej perfekcji i konsekwentnie swojej wlasnej boskosci. Jest to powod, dla ktorego ani wszechswiat ani czlowiek nie sa perfekcyjni. Jest to rozwniez powod dla ktorego Bog dopuscil istnienie zla na swiecie”.

Jednakze powyzszy wywod jest po prostu nielogiczny. Idealny Tworca moze stworzyc idealny swiat, inaczej bowiem wchodzimy w domene herezji I bluznierstwa, odbierajacBogu atrybut Wszechmocy. Co wiecej, Bog Wszechmocny moze, z definicji, stworzyc Boga jeszcze bardziej Wszechmocnego, inaczej nie bylby on Bogiem Idealnym i Wszechmocnym, a ulomnym bozkiem, typu Jowisza czy Jezusa. Piszac, ze "kazde dzielo Boga, z definicji musi byc mniej niz doskonale" (niz On sam) bluznia oni strasznie, bo zakladaja ograniczenia na Boga, ktory z definicji jest Nieograniczony. Ta katolicka kazuistyka cos mi za bardzo traci Towarzystwem Jezusowym…

Wedlug tejze kazuistyki “nikt nie umie uciec calkowicie od cierpienia, kazdy z nas jest mu poddany. Chrzescijanie wierza ze milosc Boza jest miloscia pelna czulosci, ale miloscia ktora bywa twarda. Nie jest to milosc latwa i prosta, ale milosc pelna wyzwan i doswiadczen, milosc bogata nie tylko w chwile wielkiego szczescia, ale rowniez bogata w cierpienie i bol. Milosc prawdziwa. Jesli byla by to nasza wlasna milosc, nasze wlasne uczucie, to pewnie starali bysmy sie unikac cierpienia i zapewne nie udalo by sie tego nigdy osiagnac. Jesli zrodlo milosci znajduje sie w Bogu, to niewatpliwie bol i cierpienie sa zamierzona wartoscia i moga stanowic pozytywna wartosc w budowaniu wzajemnej relacji pomiedzy Bogiem i czlowiekiem”.

Tak wiec, wedlug jezuitow, Bog to niejako tylko taki potezniejszy czlowiek, co to nas niby kocha, ale czasem nam tez dokuczy, moze aby przekonac sie, czy my go tez kochamy, albo moze z kaprysu. Straszna pycha przez tych jezuitow przemawia, bo wydaje im sie, ze Bog az tak nami sie interesuje, ze nas doswiadcza raz to miloscia, a raz cierpieniem. Sa oni tez bliski herezji manichejskiej, bo ten ichni bog ma jakby dwie twarze; jedna milujaca, a druga zadajaca cierpienia, abysmy to umilowanie bardziej doceniali. Oto do czego prowadzi kazuistyka jezuicka: do herezji, a wiec prosta droga do piekla! Czy zastanowili sie oni kiedys nad tym, ze tak myslac sprowadzaja na siebie wieczne potepienie? A przede wszystkim ta ich pycha: oni wrecz uwazaja Pana Boga za swego partnera, ktory jest zainteresowany w "budowaniu wzajemnych relacji pomiedzy Bogiem i czlowiekiem". Czy zastanowili sie oni kiedys, po co istocie wszechpoteznej, wszechwiedzacej, wszechobecnej i wiecznej jakiekolwiek relacje z istotami ograniczonymi w czasie, przestrzeni, mocy, a przede wszystkim intelekcie? I to nadawanie Bogu cech ludzkich, to zakladanie iz On nas kocha albo nienawidzi? Przeciez On nie jest tylko takim potezniejszym i dluzej zyjacym czlowiekiem, jak to mysleli starozytni Grecy! Oj, bluznia ci, ktorzy sprowadzaja Boga do swych ograniczonych, ludzkich wymiarow!

Nasi katoliccy “biegli w Pismie” powiadaja tez tak: “nie jest rowniez tak, ze ktos, kto z serca podaza droga Boza, cierpi mniej czy nie cierpi wcale. Wydaje sie byc wrecz przeciwnie, co powinno stanowic slowa ostrzezenia dla ludzi ktorzy poszukuja w religii recepty na dobre samopoczucie. Przywolajmy tu slowa Jezusa Ukrzyzowanego ktory w samym centrum smierci wyrzekl slowa skargi: " Eli, Eli, lema sabachthani? to znaczy Boze moj, Boze moj, czemus Mnie opuscil?". Oto On, umilowany Syn Bozy oddajacy zycie za wszystkich grzesznikow, doswiadcza zupelnie niewyobrazalnego cierpienia duchowego. Odczuwa, ze Jego Ojciec, opuscil Go. Straszna chwila, niewyobrazalny bol”.

A czy nie widza oni, jakie bzdury wypisuja? Jesli Jeszu (Jezus) byl Bogiem, to go Bog nie mogl opuscic. Tak wiec Jezus wypowiadajac slowa "Boze moj, Boze moj, czemus Mnie opuscil?" dowiodl, ze nie byl Bogiem, tak wiec wszyscy modlacy sie do Jezusa, czy do jego matki, grzesza, albowiem modla sie do podrzednych idoli (ludzi), a Bog wyraznie powiedzial, co czeka takich balwochwalcow, a, co gorsza, ich potomstwo (Exodus 20:5). I czy naprawde sadza oni, ze jesli Jezus bylby Bogiem, to mogl by on cierpiec? Cierpienie (duchowe czy fizyczne) to wszak wynik naszej niedoskonalosci (ulomnosci) i skonczonosci. Bog, jesli cierpi, to tylko dlatego ze tak chce, taka jego panska fanaberia. Tak wiec jesli Jezus bylby Bogiem (co jest nieprawda, albowiem wedlug Starego Testamentu jest wyraznie powiedziane, ze jest tylko jeden Bog, mianowicie Jahwe), to jesli cierpial to tylko dla tego, ze tak chcial. A to nie jest po pierwsze, prawdziwe cierpienie, bo moglby on je, jako wszechmogacy, w kazdej chwili przerwac, a po drugie bluznia ci nasi katoliccy medrcy, bo daja nam do zrozumienia, iz Pan Bog jest masochista, co to dla wlasnej satysfakcji zadaje sobie cierpienie…

Czesc VI: O ulomnosci boga chrzescijan

“Biegli w Pismie’ katolicy twierdza, ze “Chwala Boza opuscila Swiatynie, Bog Ojciec uznal za sluszne wycofac Swoja Swietosc z tego miejsca w ktorym Jego Syn oddal zycie. To w tym momencie zostal uwienczony przedwieczny plan Bozy, plan zbawienia czlowieka”. Ale przeciez Chwala Boza opuscila Swiatynie razem z Arka Przymierza, czyli jakby przed czasami Jezusa (wychodzi mi, z moich kalkulacji, ze jakies piec wiekow wczesniej). Jesli wiec Bog zbawil czlowieka jakies 2000 lat temu, to skad sie wziely te wszystkie pozniejsze wojny, obozy zaglady, plagi, kleski glodu czy nieuleczalne chorobska, do dzis trapiace ludzkosc? I skad ta straszna pycha katolikow, to twierdzenie, ze wlasciwie wszystko co Bog robi czy robil, kreci sie dookola czlowieka: swiat stworzony dla czlowieka, poza swiatem raj, czysciec i pieklo, nawet Diabel stworzony, aby czleka zwodzil na pokuszenie, a na dodatek Pan Bog nic nigdy innego nie robil, tylko planowal, jakiego to on czlowieka stworzy, jak go bedzie najpierw zwodzil na manowce przy pomocy Szatana (tez stworzonego przeciez przez Pana Boga), a pozniej jak bedzie on zbawial tegoz czlowieka. Czy naprawde, wedlug teologii katolickiej Pan Bog nie ma nic innego do roboty, tylko tak ciagle zajmowac sie czlowiekiem? Sprowadaja ci pseudouczeni katoliccy Boga do swych wlasnych rozmiarow, conajwyzej robia z niego supermena a la Hollywood, bo ich ograniczony umysl nie jest w stanie wyobrazic sobie czegos potezniejszego niz starszy pan, co to tworzy sobie planety i gwiazdy, pozniej na jednej planecie tworzy rosliny, zwierzeta i ludzi, przed ktorymi pozniej chowa sie w krzakach, pozniej daje tym ludziom lekcje, jak powinni postepowac, jeszcze pozniej plodzi syna ze zwyczajna smiertelnica (jak przedtem bogowie greccy czy rzymscy), ktorego to syna wydaje pozniej z premedytacja na meki w prowincjonalnej miescinie podupadajacego juz wowczas Imperium Rzymskiego, a po smierci tegoz syna przez conajmniej 2000 lat nie daje wyraznego znaku zycia, i pozwala ludziskom robic co chca, w tym masowo sie mordowac. Czy na tym polega wedlug doktryny katolickiej ow "przedwieczny plan Bozy, plan zbawienia czlowieka"?

W artykule powyzszym wykorzystano fragmenty dyskusji z autorem na Forum Gazety Wyborczej
http://forum.gazeta.pl/forum/0,0.html (dyskutanci: MMM i Kraken).

15:56, kaganowski
Link Dodaj komentarz »
Dobro i Zlo – artykul dyskusyjny (cz. III)
Dobro i Zlo – artykul dyskusyjny (cz. III)

Czesc III: O walce Dobra ze Zlem

Zarzucono mi niegdys, ze "rozwadniam" temat dobra i zla,-jako ze przyklady walki dobra ze zlem mozna znalezc w kazdej mitologii. W mitologii perskiej walczyl Ormuzd z Arymanem, w egipskiej Ozyrys z Setem itd. Im bardziej prymitywna religia-tym wiecej bostw zlych - "najprzyjemniejsza" pod tym wzgledem jest, wedlug mych niektorych oponentow, starozytna religia grecka gdzie bogowie podobnie jak ludzie czerpia radosc zycia pelnymi garsciami. Ale przeciez ta walka Dobra ze Zlem, jest obecna we wszystkich praktycznie religiach. W chrzescijanstwie jest ona spychana niejako na margines, ale przeciez ciagle jest obecna. Najlepszy przyklad to herezja manichejska (sekty albigensow, katarow, paulinsow itp. ale nie tylko) tak ostro zwalczane przez kosciol katolicki, bo oni jakby lepiej tlumaczyli swiat niz doktrynerzy rzymscy. Ta cala "mitologia perska" to wlasciwie Zaraostrainizm, tam bowiem Glowny Bog, kreator swiata materialnego (Ahura Mazda) walczyl z Ahrimanem, personifikacja zla, ale nigdy nie byl w stanie wygrac, jako ze wedlug Zaratusztry te obydwa Wielkie Duchy sa tak samo silne. Jesli zas chodzi o mitologie grecko-rzymska, to tam wlasciwie nie ma bogow, sa tylko "superludzie". Przeciez bogowie greccy krzyzowali sie z ludzmi, skad sie wzial np. Herkules? Zgoda, owi "bogowie" czerpali radosc zycia pelnymi garsciami, ale tylko dla tego, ze byli owymi "supermenami", wiec np. nie mieli trosk materialnych, a potrzeby mieli podobne do naszych, zas srodki do ich zaspokajania znacznie lepsze, niz najbogatszy i najpotezniejszy czlowiek. Pod innymi wzgledami byli dokladnie jak ludzie: klocili sie, bili, zenili, mieli potomstwo, tyle, ze zyli dluzej niz zwykli smiertelnicy, ale chyba kiedys wreszcie wymarli, bo ostatnio jakby o nich nic nie slychac.

Katolicy twierdza, ze Bog jest kwintesencja milosci,dobra i wybaczenia. Pytanie:-jak ma sie do tego twierdzenia mit wypedzenia z raju Adama i Ewy? Jednakze Bog jest kwintesencja milosci,dobra i wybaczenia bardziej w katolickim katechizmie niz Pismie Swietym, szczegolnie Starego Tetamentu. Katechizm katolicki to przeciez zaden autorytet dla nie-katolikow, co wiecej, zawiera on herezje. Na Boga nie mozna bowiem zakladac zadnych ograniczen: jesli ktos tak twierdzi, jest wlasnie heretykiem, i dawniej powinien byc niejako spalony na stosie, jak Joanna z Arc (no, w tym miejscu pozwolilem sobie moze na niezbyt wybredny zart). A tak na serio: jesli Bog ma byc MILOSCIA, to odmawia mu sie prawa byc NIENAWISCIA, jesli ma byc on DOBRY, to odmawia sie mu prawa byc ZLYM, jesli ma byc WYBACZAJACYM, to odmawia sie mu prawa byc PAMIETLIWYM. A przeciez w Dekalogu jest wyraznie powiedziane (Exodus 20:5), ze jak ktos ze smietelnikow bedzie wyznawal innych bogow niz Jahwe (Jehowa), to nie tylko ten balwochwalca, ale tez jego (jej) potomkowie do CZWARTEGO pokolenia wlacznie beda przekleci, jako iz Jahwe sam rzekl Mojzeszowi iz jest ON (Jahwe) BOGIEM ZAZDROSNYM! Jak sie to ma do jego rzekomej DOBROCI? Katolicy po prostu nie znaja Pisma Swietego, albo udaja, ze nie znaja, gdy wypisuja te katechizmowe bzdury. W skrocie: Bog jest Nieograniczony, Wieczny, Wszechwiedzacy, Wszechobecny i Wszechpotezny (i na dodatek zazdrosny). Nie mozna wiec do niego przykladac ludzkich miarek w rodzaju dobry-zly, kochajacy-niekochajacy, a sam przyznal tez, ze jest tez zazdrosny (ciekawe o kogo? - to jedna z tajemnic albo niekonsekwencji Biblii).

W skrocie: Bog moze zrobic co chce, i przed nikim sie nie musi tlumaczyc. Tak wiec nawet jakby Adam i Ewa sprawowali sie jak najlepiej w raju, to wcale to by im to nie dalo gwarancji wiecznego pobytu tamze, ani tez nie usprawiedliwialoby ich (ani ich potomkow) do jakichkolwiek reklamacji, bo Pan Bog tworzac ludzi, nie dal im bynajmniej zadnych gwarancji, ze beda szczesliwi, ani ze beda sprawiedliwie oceniani przez ich Tworce. Obawiam sie, ze stosunek Boga do ludzi przypomina nasz stosunek do mrowek: dla wiekszosci sa one obojetne, jak wejda do kuchni, to je tepimy, ale jako mrowisko, a nie indywidua; nieliczni z nas je studiuja, ale nie maja do nich emocjonalnego stosunku typu "milosc" czy “nienawisc”.

Niektorzy sa sklonni pomijac niewspolmierna kare do drobnego przeciez wykroczenia. Ale znow pojawiw sie nam dylemat: albo Bog, zakazujac spozywania z drzewa, nie wiedzial,ze zakaz zostanie zlamany (a wiec nie jest wszechwiedzacy), albo wiedzial-a mimo to wydal go (a wiec jest sadysta). Jednakze w ten sposob znow oceniamy Boga w kategoriach ludzkich ("sadysta"). Co powiemy wiec o uczonym, ktory eksperymentuje na plodach ludzkich, czy chocby zwierzecych? On nie ma do nich emocjonalnego stosunku, w odroznieniu od sadysty, ktory czerpie przyjemnosc z sadyzmu. Byc moze Jahwe jest Bogiem ulomnym, i zostal wywiedziony w pole przez Szatana (Jahwe=Ahura Mazda, Szatan= Ahriman), a moze Adam i Ewa chcieli byc wygnani z raju, gdzie bylo im po prostu za nudno? Kto to na pewno wie?

Druga kwestia nie dajaca czesto spokoju ludziom zainteresowanym stosunkiem dobra do zla to zmiana Lucyfera (Lucifera) w Szatana (zreszta Lucifer oznacza "niosacego swiatlo") Z samej definicji dobra wynika niejako fakt, ze Bog bedacy "samym dobrem i miloscia" nie mogl tworzyc rzeczy zlych (a pomimo to Lucifer nie udal mu sie albo z ta dobrocia "stworcy" bylo cos nie tak skoro anioly sie mu zbuntowaly) Jednakze mit, iz "Bog jest samym dobrem", jest latwy do obalenia, jako iz nie mozna ograniczac nieograniczonego. Jesli "kazemy" byc Bogowi tylko dobrem, to go wlasnie ograniczamy, sprowadzamy do naszego, ograniczonego poziomu. Bog nie tylko "jest kim jest", ale "jest jaki jest", tj. ani dobry ani zly, On jest ponad tym, i (jak juz mowilem) nie nam go oceniac!

Wielu myslacych ludzi gnebi tez zasadnicza kwestia. Skoro  Bog wygnal Szatana ze swego otoczenia, to co, do do licha, robil ow Szatan w raju, kuszac Ewe? Wynika z tego, iz podobnie jak w religiach preskich czy asyryjskich, Bog jest dwoisty-zarowno dobry, jak i zly (w rownych czesciach-a wiec nie moze byc tym Bogiem,ktorego sprzedaje kosciol katolicki, zreszta, jak dotad, ze znakomitym dla siebie skutkiem) Najprawdopodobniej jest tak:

  • A: Szatan byl w raju z pozwolenia Boga albo
  • B: Szatan jest tak potezny jak Bog, i (zgodnie z Manichejczykami czy Zaraostraianami) nasz swiat to pole walki Dobra ze Zlem, Swiatla z Ciemnoscia, Boga z Szatanem, Ahury Mazdy z Ahrimanem.

Zgoda, "bog" sprzedawany przez kosciol kat. nie ma nic wspolnego z Bogiem Biblii (szczegolnie Tory). Byc moze, Bog ma dwoisty charakter, albo my to tak odbieramy, bo jako istoty skonczone w czasie i przestrzeni nie jestesmy absolutnie pojac tego, co jest nieskonczone i wieczne. Znany paradoks matematyki (N=nieskonczonosc czyli pozioma osemka ∞):
nie tylko N +1 = N (∞ + 1 = ∞), ale nawet N + N = N (∞ + ∞ = ∞), bo nic nie moze byc wieksze niz N (nieskonczonosc czyli ∞), a na "chlopski" (tzw. zdrowy) rozum jak cos dodamy do czegos, to suma powinna byc wieksza niz kazdy ze skladnikow z osobna.

Powyzsze argumenty spotkaly sie nieraz z zarzutem, ze sa jeno filozofowaniem i “rozmydlaniem" pojec. Moi adwersarze na zarzut, ze staraja sie ograniczyc nieograniczone, odpowiadaja mi, ze wedlug katolickiego katechizmu Bog jest wlasnie nieskonczona miloscia, nieskonczona dobrocia i wybaczeniem - wiec ograniczaja go jedynie czciciele "zlotego cielca". Byc moze, ze ja "filozofuje", ale osoby opierajace swa znajomosc religii na katechezie kosciola katolickiego, i to na poziomie szkoly podstawowej (bo czymze jest katechizm), sa wrecz smieszne. Mowie im wiec: pokazcie mi miejsce w Biblii, gdzie jest wyraznie napisane, ze Bog jest wlasnie nieskonczona miloscia, nieskonczona dobrocia i wybaczeniem. To sa przeciez wszystko wynalazki klechow na uzytek plebsu, zreszta niezbyt lotnych klechow dla raczej glupawego plebsu (pewnie tych "ubogich duchem", do ktorych "nalezy krolestwo niebieskie"). A niektorzy moi oponenci wygodnie przyjeli te smieszne tezy klechow i wypisywac zaczely nielogiczne bzdury o Bogu. Jedyne, w czym sie tu zgadzam to w tym, ze kosciol katolicki to sa rzeczywiscie czcziciele "zlotego cielca", i to niejednego: czcza oni Jezusa, Maryje plus wszystkich swietych, a nawet Karola Wojtyle, ktoremu tylu Polakow i Polek stawia w domu minioltarzyki.

15:54, kaganowski
Link Komentarze (1) »
Dobro i Zlo – artykul dyskusyjny (cz. II)
Dobro i Zlo – artykul dyskusyjny (cz. II)

Czesc II: Czy Bog mogl stworzyc Zlo?

Odpowiedz wydaje sie prosta: Bog mogl zrobic wszystko, wiec tez stworzyc zlo. Jesli Bog stworzyl nasz swiat (a zapewne tez i wiele innych), tak wiec stworzyl wszystko co na tym swiecie istnieje (realnie, czy chocby potencjalnie), a wiec takze i ZLO. Jak ktos twierdzi inaczej, to straszliwie bluzni, bo zaklada na Boga ograniczenia. Taki bluznierca smie wiec uwazac, ze Bog czegos nie mogl stworzyc, a mianowicie zla. Tymczasem Bog jest Wszechpotezny, Wszechwiwedzacy i Wszechobecny, tak wiec NIC nie istnieje bez jego zgody ani poza jego wiedza. Ci biedacy, co twierdza, ze Bog nie mogl stworzyc zla, niedosc ze bluznia, to jeszcze (i to na dodatek na ogol bardzo niezrecznie) staraja sie wykazac, ze zlo nie istnieje, gdy tymczasem swiat nasz sklada sie glownie ze zla. Jest w nim, na przyklad, wiecej biednych niz bogatych, wiecej chorych niz zdrowych, wiecej glodnych niz sytych, wiecej brzydkich niz pieknych. Tylko mlodych jest wiecej niz starych, bo wiekszosc ludzi zyje obecnie w III Swiecie, wiec krotko (w telewizji widzimy tylko te umierajace dzieci, do ktorych dotarla pomoc, choc najczesciej za pozno, zas znakomita wiekszosc dzieci III Swiata umiera bez rozglosu, w miejscach, gdzie nikt z I Swiata nie dociera, i zapewne nigdy zywy nie dotrze). Powtarzam wiec tylko, ze Bog nie tylko stworzyl zlo, ale je tez toleruje, i to z luboscia i premedytacja, inaczej nie pozwolilby on, na przyklad, na Oswiecim, czy tez przynajmniej pozwolilby umrzec bez cierpien ludziom chorujacym na okrutne choroby, takie jak np. rak odbytnicy, gdze sie (za przeproszeniem) zyga gownem, albo na choroby psychiczne, ktore czesto redukuja czlowieka do pozycji warzywa, albo, jeszcze gorzej, nie daja ani chwili spokoju ducha. Nie pozwolilby tez Bog milosciwy na rodzenie sie potworkow bez mozgu i innych osobnikow, niezdolnych do samodzielnego zycia. To,  ze nawet ekstremalne zlo jest tolerowane, swiadczy o tym, ze zostalo one swiadomie zaplanowane...

Katoliccy obroncy pana Boga powiedza nam, ze my winimy za cale zlo Boga i obarczamy go odpowiedzialnoscia za to zlo. Powiedza nam, tez, ze “mozna podejsc do tego nieco inaczej, a mianowicie  `zlo jako brak dobra’”.  Innymi slowy ”kiedy nie dzieje sie dobrze i Bog nie robi akurat czegos dobrego my to odbieramy jako zlo. Zlo zatem samo w sobie nie istnieje jako byt w zwiazku z czym Bog go nie stworzyl”. Jednakze w ten sposob oskarza sie krytykow katolickiej teologii o probe sadzenie samego Pana Boga. A my go bynajmniej nie sadzimy, ani go za nic nie winimy. My tylko twierdzimy, ze Bog, jako wszechwiedzcy, doskonale wiedzial, ze tworzy swiat, w ktorym dobro bedzie w deficycie, czyli ze swiadomie i z premedytacja pozwolil na istnienie zla, chocby jako ten jezuicki "brak dobra". Przeciez Bog mogl stworzyc (jako wszechpotezny) tyle dobra, ze na zlo nie starczyloby juz miejsca. Kazdy, kto twierdzi inaczej, to bluzni, bo naklada na Boga ograniczenia, a tymczasem Pan Bog to nie jest taki krawiec, ktory "tak kraje, jak mu materiii staje", bo Pan Bog, jako tworca idealny, (nie ma przeciez demiurga doskonalszego od niego) mial tej "materii" do dyspozycji dokladnie tyle, ile sobie zazyczyl. Tak wiec jak stworzyl swiat, w ktorym moze istniec zlo (chocby "tylko" jako "brak dobra"), to znaczy iz on tak chcial, taki byl jego plan.

Ubodzy duchem katoliccy teologowie staraja sobie czesto tlumaczyc zlo metoda zydowska (rabinistyczna). Wedlug Zydow istnieje bowiem cos takiego jak "Szechina", czyli personifikacja obecnosci bozej. Niektorzy rabini tlumaczyli wiec Oswiecim jako skutek braku tejze Szechiny, ale jest to raczej marne wytlumaczenie, gdyz zaklada ono, ze Bog, z natury wszechobecny, moglby byc nieobecny w okreslonym miejscu czasoprzestrzeni (czy chocby "bylo go tam mniej"), a przeciez jest to jedno wielkie bluznierstwo. Prawda jest bowiem taka, ze jak Pan Bog tworzyl nasz swiat, to od razu wiedzial, ze bedzie w nim Oswiecim, czy okrutne chorobska, wiec kazdy, kto mysli inaczej to bluzni, bo de facto odbiera Panu Bogu atrybut wszechwiedzy.

Nasi jezuici beda na to zapewne argumentowac, ze “przeciez zlo nie istnieje, jest tylko brak dobra. Gdyby nie zlo nie dostrzeglismy byli dobra. Zreszta jest tylko dobro male i duze. Np. to ze w ogole zyjemy jest wielkim dobrem, a moga byc do tego jeszcze inne wieksze dobra. Ale my to dobro, jesli nie mamy wiekszego jeszcze dobra nazywamy zlem. Czyli jest tak, ze  Bog wypelnil swiat samym dobrem ale my chcemy wiecej i wiecej bez granic. Gdyby jako stan podstawowy dal jeszcze wiecej dobra my i tak nazwalibysmy to zlem bo chcielibysmy wiecej”, itp.. itd.

Wedlug jezuitckiej kazuistyki istnieje wiec tylko dobro: male i duze; oraz "to ze w ogole zyjemy jest wielkim dobrem". Czy dobrze ich zrozumielismy? Czyzby fakt, ze (spomniana juz) osoba chora na raka odbytnicy jeszcze zyje, jest wiec (wedlug jezuickiej kazuistyki) dla tejze osoby "wielkim dobrem", zas te okropne cierpienia wywolane straszliwa choroba sa tylko "mniejszym dobrem", istniejacym jeno po to, aby ta chora osoba mogla by sie "cieszyc zyciem", czyli docenic “wieksze dobro?. Czy nie widza oni jakie absurdalne jest to ichnie wytlumaczenie istnienia zla? Przeciez dla chorego na zaawansowanego raka odbytnicy zycie jest jedna wielka i niekonczaca sie meczarnia, zreszta nie tylko dla niego, ale dla calego jego otoczenia (wiadomo, jak smierdzi dookola takiego czlowieka, jak on wyje i skreca sie z bolu). Dla takiego czlowieka istnieje tylko "brak dobra", zycie jest dla niego wrecz przeklenstwem. Ja tu bynajmniej nie oceniam Pana Boga, ja tylko stwierdzam, ze swiat, ktory on stworzyl, jest pieklem, czy nawet gorszym miejscem, dla zbyt wielu ludzi, aby ktokolwiek mogl negowac istnienie zla.

Na te argumenty jezuitom pozostaje juz ttylko powtarzanie komunalow typu “zastanow sie, ile dobrego doswiadczas codziennie od Boga. Wszystkie dary ziemi, pozywienie, powietrze, przyroda. Caly ten piekny swiat i dar zycia  ktory otrzymales od Boga. I jakze jestes zachlanny, jeszcze ci malo? Chcesz  wiecej? To jest typowo ludzkie. Wierze ze to tylko chwilowe zwatpienie. Ciesz sie tym co ci Bog daje a nie mysl o tym czego akurat ci brak”.

A ja na to powtarzam: dlaczego mam sie cieszyc tym, ze mi czegos brakuje? Przeciez dla Pana Boga, jako wszechmogacego, to byl zaden problem zaspokoic wszystkie potrzeby wszystkich ludzi, a jako wszechwiedzacy to On dobrze wiedzial i wie, ze ludziom jest zle, i czego jest im brak. Ale on swiadomie nie chce nam pomoc, i my na to nic nie poradzimy. Pan Bog stworzyl piekno, abysmy mogli meczyc sie brzydota, stworzyl dobro, abysmy mogli cierpiec zlo, stworzyl zdrowie i mlodosc, aby nam pozniej dokuczac staroscia i chorobami. A najgorsze jest to, ze On to przeciez to wszystko z gory wiedzial, a mimo to utworzyl taki swiat, w ktorym mozna nam najskuteczniej dokuczyc. Albowiem swiat z samym tylko zlem bylby odbierany jako norma, i bynajmniej by nam to zlo nie dokuczalo. Zlo istnieje bowiem tylko w kontrascie do dobra, stad tez w naszym swiecie jest tez i minimum dobra, abysmy nie mieli watpliwosci, ze jest nam zle.

Argument jezuicki jest na to taki, ze “apetyt rosnie w miare jedzenia, wiec [Bog] nigdy, raczej nigdy, by do konca nie zaspokoil ludzi. Zlo wynika z buntu przeciw Bogu i ludzie sami staraja sie niszczyc to dobro od Boga, sa wiec sobie winni.”  Nie widza oni, ze tym sposobem znow bluznia Panu Bogu! Jak mozna napisac, ze Pan Bog czegos nie moglby zrobic? Przeciez jest on wszechpotezny, tak wiec moze zaspokoic wszystkie potrzeby wszystkich ludzi, i to nie tylko takie potrzeby, z jakich zdajemy sobie sprawe, a nawet takie potrzeby, o ktorych nie mamy zielonego pojecia! Dlaczego teologowie katoliccy staraja sie za wszelka cene sprowadzic Pana Boga do swego poziomu? Przeciez Bog jest wieczny, wszechpotezny, wszechobecny i wszechwiedzacy, podczas gdy kazdy czlowiek, chocby najzdrowszy i najmadrzejszy, pozyje (w najlepszym wypadku) jakies 100-120 lat (z czego najwyzej polowe w pelni zdrowia), jest ograniczony swym cialem i umyslem (gorna gramica IQ jest dobrze ponizej 200), moze byc (w danym momencie) obecny tylko w jednym miejscu, a ilosc wiedzy mozliwej do zrozumienia nawet dla czlowieka kalibru Einsteina jest tez zdefinicji ograniczona, chocby dlugoscia zycia.

Kolejny argument katolicki jest taki, ze jesli uwazamy ze stworzony przez Boga swiat jest zly, to wyobrazic sobie powinnismy, o ile moglby byc gorszy a jednak nie jest, bo mimo grzechu pierworodnego Bog jest milosierny. Wiec kaza nam sie cieszyc sie z tego, ze nasz swiat jest taki dobry jak jest i starac sie swoim  zyciem uczynic go jeszcze lepszym.  Ale przeciez swiat nie moglby byc gorszy, bo by w takim swiecie nastapila inflacja zla, wiec zlo przyjmowalibysmy jako stan naturalny. Wszyscy bysmy sie na nie uodpornili, i przestali po prostu je zauwazac. Zas w swiecie takim jak nasz, gdzie jest stosunkowo duzo dobra, zlo odbieramy jako anomalie, bo wiemy  ze moze byc inaczej, i przez to tak bardzo cierpimy. Nasz swiat zostal tak stworzony, aby zmaksymalizowac nasze cierpienia, zas dobra jest w nim tylko tyle, abysmy cierpieli ode zla. Gdyby zla bylo mniej, to byloby nam "za dobrze", gdyby bylo go wiecej, przestalibysmy je zauwazac, a tak mamy akurat tyle zla i tyle dobra, a by nam to zlo maksymalnie dokuczalo, czyli praktycznie swiat z minimum dobra i maksimum zla.

Wedlug katolikow “to tzw. zlo jest anomalia, przeciez jest gdzies w nas tesknota za rajem. Ale na niego trzeba sobie zasluzyc.” Jest to jednak herezja i bluznierstwo, albowiem implikuje, ze Pan Bog stworzyl swiat ulomny, z anomaliami. A tak byc nie moglo, gdyz Pan Bog jest z definicji tworca absolutnie doskonalym, stworzyl wiec swiat optymalny, przynajmniej ze swojego punktu widzenia. A ze jest to swiat, w ktorym doznajemy maksimum mozliwego zla, to na to nic nie poradzimy. Pan Bog tak chcial, i nie nam go sadzic. Glupota jest jednak twierdzic, ze swiat zostal stworzony dla naszego dobra, bo wtedy przykladamy Panu Bogu cechy ludzkie, a siebie wywyzszamy na jakas specjalna pozycje, nie pytajac Pana Boga o jego zdanie. W skrocie: On przeciez jest Bogiem, a nie czlowiekiem, wiec jego zamiarow nigdy nie bedziemy w stanie pojac, i nie nam Go sadzic. Dal On nam jednak rozum, abysmy mogli myslec i (przede wszystkim) cierpiec (mamy uklad nerwowy, aby bol docieral do mozgu, i mozg, aby przetwarzal ten bol tak, abysmy cierpieli i zdawali sobie sprawe z tego, ze cierpimy). A na raj wcale nie trzeba sobie zasluzyc: wystarczy przeciez sie urodzic, byc ochrzczonym i umrzec zanim zdazy sie zgrzeszyc po raz pierwszy...

Na to nasi jezuci beda juz tylko powtarzac, ze “Bog stworzyl swiat ale dla nas i nam go dal we wladanie. W takim razie to wlasnie do nas nalezy jego zmiana. Gdyby nie zlo nie dostrzegalibysmy dobra i nie moglibysmy byli byc szczesliwi. Zreszta do pelni szczescia wystarczy pelna wiara. Czemu wolicie Diabla ktory sprzeciwia sie Bogu, a wlasnie ten sprzeciw niszczy dobro pochodzace od Boga? Czy w takim razie w ogole denerwuje was dobro? A wszelkie dobro pochodzi przeciez od Boga a nie Szatana. On chce zniszczyc nawet to co mamy. Apage Satanas !!!”

Przemawia tu wyraznie katolicka pycha: "Bog stworzyl swiat dla nas i nam go dal we wladanie". A przeciez jedynym wladca swiata jest Bog, a nie czlowiek, ktory jest jedynie lokatorem na tym swiecie, i to lokatorem, ktory "nie zna dnia ani godziny", kiedy mu to lokum moze byc wymowione. Swiat mozemy zmieniac jedynie w granicach zakreslonych przez Boga. Jak te granice przekroczymy, to moze to oznaczac nasz koniec. A jestesmy jakby coraz blizej tychze granic: jestesmy w stanie zniszczyc cale zycie na naszej planecie, zamierzamy klonowac ludzi czy hodowac plody ludzkie w celu ich komercjalnego uzytku. A jak juz napisalem, zlo nie zostalo stworzone przez Pana Boga tylko po to, abysmy dostrzegali dobro, bo jest tego zla po prostu za duzo, a dobra za malo, abysmy byli wszyscy szczesliwi; co wiecej: zbyt wielu ludzi dostrzega jedynie zlo. Wiara wystarcza zas do pelni szczescia tylko "ubogim duchem", dla tego tez "do nich nalezy krolestwo niebieskie". Niestety, iloraz inteligencji ciagle wzrasta (niedawno przecietna byla 100, teraz jest nieco ponad 110), tak wiec przybywaja, i to zdecydowanie, olbrzymie rzesze tych, co z racji swej zbyt wysokiej inteligencji beda mieli zabroniony wstep do owego "krolestwa niebieskiego".

15:50, kaganowski
Link Dodaj komentarz »
Dobro i Zlo – artykul dyskusyjny (cz. I)

Lech Keller

Dobro i Zlo – artykul dyskusyjny

Czesc I : Czy Bog stworzyl Zlo?

Jest takie pytanie, zadawane sobie a innym przez wielu wierzacych w Boga, pytanie niemalze tak stare jak swiat. A brzmi ono: czy Bog stworzyl zlo ? Bowiem jesli Bog jest wszechmogacy, wszechobecny i wszechwiedzacy, to nie tylko on stworzyl zlo, ale je tez toleruje, i to z luboscia, bo przeciez miliardy ludzi zyje w nedzy, miliony sie wzajemnie morduja, choruja na okrutne choroby (np. rak odbytnicy, gdze sie, za przeproszeniem, zyga gownem), a Bog to wszystko toleruje, choc moglby zlo latwo zniszczyc (jako wszechpotezny), a wie o tych cierpieniach jako wszechwiedzacy lepiej niz my.

Katolicy odpowiadaja wtedy mniej wiecej w taki sposob:”winicie za cale zlo Boga i obarczacie go odpowiedzialnoscia za to. Ale mozna podejsc do tego nieco inaczej. Zlo jako brak dobra., czyli ze kiedy nie dzieje sie dobrze i Bog nie robi akurat czegos dobrego my to odbieramy jako zlo. Zlo zatem samo w sobie nie istnieje jako byt w zwizaku z czym Bog go nie stworzyl.”

Jest to, jak widac, typowa jezuicka kazuistyka, czyli wywracanie kota ogonem. Bowiem jako wszechwiedzacy, Bog dobrze wiedzial, ze stworzy swiat, w ktorym dobro bedzie w deficycie, czyli ze swiadomie pozwolil na istnienie zla, chocby jako ten jezuicki "brak dobra". Przeciez Bog mogl stworzyc (jako wszechpotezny) tyle dobra, ze na zlo nie starczyloby juz miejsca, ale mu sie nie chcialo, bo ma pewnie satysfakcje patrzac, jak sie ludziska mecza.

Katolicy (jezuici szczegolnie) poradza nam na takie dictum, abysmy zastanowili sie, ile dobrego doswiadczmy codziennie od Boga, a mianowicie “wszystkie dary ziemi, pozywienie, powietrze, przyroda”. Powiedza nam, ze caly ten piekny swiat i dar zycia otrzymalismy od Boga, i jakze jmusimy byc zachlanni, jesli jeszcze nam malo i chcemy wiecej. Poradza nam cieszyc sie tym, co nam Bog dal, i kaza nie myslec o tym, czego akurat nam brak.

Rozumowanie to ma jednak powazne braki. Bowiem dla Boga, jako wszechmogacego, zadnym problemem nie byloby zaspokojenie wszystkich potrzeb wszystkich ludzi. Ale, paradoksalnie, on tego nie chce. Wyglada na to, ze Bog stworzyl piekno, abysmy mogli meczyc sie brzydota, stworzyl dobro, abysmy mogli cierpiec zlo, stworzyl zdrowie i mlodosc, aby nam pozniej dokuczac staroscia i chorobami. A najgorsze jest to, ze on to z gory wiedzial, i utworzyl taki swiat, w ktorym mozna nam najskuteczniej dokuczyc. Albowiem swiat z samym tylko zlem bylby odbierany jako norma; zlo jest bowiem najgorsze w kontrascie do dobra, stad w naszym swiecie jest tez i dobro, abysmy wiedzieli kiedy nam jest zle.

Jezuici nam na to odpowiedza, ze jesli uwazmy, ze swiat stworzony przez Boga jest zly, to powinnismy wyobrazic sobie, o ile moglby byc ten swiat gorszy a jednak nie jest, bo “pomimo grzechu pierworodnego Bog jest milosierny”. Wiec powinnismy sie cieszyc sie, ze ten swiat jest taki dobry jak jest i “starac sie swoim zyciem uczynic go jeszcze lepszym”. Obawiam sie jednak, ze to minimum dobra, ktore doswiadczamy od czasu do czasu, nie jest nam dane bez glebszego powodu. Otoz mozna zaryzykowac argument, ze swiat nie moglby byc gorszy, niz jest, gdyz w takim swiecie nastapilaby inflacja zla, wszyscy by sie na nie uodpornili, a wiec niezuwazali by zla. Zas w swiecie takim jak nasz, gdzie jest stosunkowo duzo dobra, zlo odbieramy jako anomalie, bowiem wiemy ze moze byc inaczej, lepiej, i przez to tak bardzo cierpimy zlo. Tak wiec nasz swiat zostal tak stworzony przez Boga, abysmy w nim maksymalnie cierpieli. Gdyby zla bylo mniej, to byloby nam za dobrze (byloby za malo cierpienia), gdyby zla bylo wiecej, tobysmy sie na nie uodpornili, i niezauwazali cierpienia (ignorowali je, jako stan normalny), a tak, to mamy maksimum mozliwego cierpienia. I mozna by sie tez naszych jezuitow zapytac: “a dlaczego to my mamy ten swiat ulepszac? Przeciez zostal on stworzony przez Boga, a on potrafi go znacznie lepiej ulepszyc niz my, ale mu sie wyraznie nie chce, a wy nam mowcie, ze on nas kocha?” stad tez calkiem sporo ludzi (np. Satanisci) wybiera Diabla, argumentujac, iz Szatan jest uczciwszy, gdyz przynajmniej nie udaje dobrego...

15:44, kaganowski
Link Dodaj komentarz »
Krótki katalog okropieństw biblijnych (z "Racjonalisty")

Krótki katalog okropieństw biblijnych czyli czego Agnosiewicz nie usunal z "Racjonalisty"

Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,2339
Krótki katalog okropieństw biblijnych - Lech Keller
Wbrew lansowanemu przez kościół katolicki, a praktycznie też i całe chrześcijaństwo poglądowi, Biblia, a Szczególnie Stary Testament, pełna jest opisów różnorakich okropieństw. W tym krótkim artykule skoncentruje się więc na najbardziej reprezentatywnych. Jahwe grozi w Starym Testamencie karą śmierci nawet za drobne wykroczenia. Zasada rewanżu jako postawa moralności opartej na Biblii, czyli "oko za oko, ząb za ząb". Jehowa jako Bóg okrutny i zazdrosny, ale o kogo? Kogo zabił Pan Bóg. Nowy Testament: Rodzina; Wojna i pokój; Biznes i finanse; Rolnictwo; Poparcie niewolnictwa i in.

Dr Lech Keller (ur. 1949) - pracownik naukowy Monash University w Melbourne (Australia); publicysta; autor kilku książek dotyczących programowania, współautor Literature in Times of Crisis (Melbourne, 1997); pracował m.in. jako analityk w Instytucie Organizacji Zarządzania i Doskonalenia Kadr w Warszawie; analityk systemów dla Datapoint Corporation, Compaq, Tandem, Telstra i in.; wykładał informatykę na uniwersytecie w Johannesburgu, zob. więcej: Monash University, Honorary Associate: Dr Lech Keller

07:24, kaganowski
Link Dodaj komentarz »