Teksty usuniete z witryny "Racjonalisty" (http://www.racjonalista.pl/) przez jego redaktora, Maryjusza Gawlika-Agnosiewicza za to, ze odwazylem sie publicznie skrytykowac jego "jedynie sluszne" poglady...
RSS
wtorek, 14 czerwca 2005
Polak-Katolik? Czesc II

Lech Keller

POLAK-KATOLIK? Czesc II

Kościół Rzymsko-Katolicki traci wiec wiernych dwojako: intelektualiści są zrażeni płytkością i schematyzmem kazań oraz dążeniami kościoła aby kontrolować życie polityczno-społeczne kraju, zaś tzw. `szary człowiek' jest zrażony wystawnym trybem życia już nie tylko kardynałów czy biskupów, ale też lokalnego proboszcza i jego gospodyni cum kochanki, oraz jest narażony na pokusy ze strony nowo otwartych supermarketów czy barów typu McDonald's , gdzie można spędzić czas jak to robią na amerykańskim filmie czy reklamie telewizyjnej, i to po całkiem przystępnej cenie, o co dbają liczni już w Polsce, specjaliści od reklamy i marketingu. Kapitalizm i liberalna (burżuazyjna) demokracja nie dają się bowiem pogodzić z naukami kościoła. Nie przypadkiem najbardziej religijne stany USA to także stany najgorzej rozwinięte. Podobnie w Europie: bogata Skandynawia, a także Wielka Brytania, Francja czy większość Niemiec to regiony post-Chrześcijańskie. Przybysza z Polski musi dziwić widok licznych opuszczonych kościołów w Anglii (wiele z nich to prawdziwe arcydzieła architektury, ale nawet relatywnie bogatych Brytyjczyków stać obecnie tylko na utrzymanie zewnętrznej skorupy - wnętrza są absolutnie puste, co sprawia niesamowite wrażenie przy ich zwiedzaniu). W Australii nikogo już nie dziwi, ze (jak np. w Hawthorn na przedmieściu Melbourne) Japończycy (dokładnie dealer Hondy) sprzedają samochody w byłym kościele, albo że sąsiad sprowadził sobie właśnie kościółek z prowincji i przerabia go na piętrową rezydencję. Te same zjawiska musza pojawić się także, raczej prędzej niż później, w Polsce, bo powrót do `dawnych dobrych czasów' tak zwanej komuny jest mniej prawdopodobny niż wygranie przez jedną osobę, w tym samym tygodniu głównej nagrody na sobotnim i środowym Tattsoltto, Oz-Lotto i Powerball, tudzież codziennej `dziesiątki' w Keeno od poniedziałku do soboty włącznie. Obecnie, nie trzeba być już nie tylko geniuszem, ani nawet osobą ponadprzeciętnie uzdolnioną aby zauważyć postępującą degradację Chrześcijaństwa, a szczególnie Katolicyzmu (specjalnie w jego rzymskim wydaniu).

Coraz więcej Polaków, świadomie lub nie, z różnorakich powodów oddala się, od kościoła Rzymsko-Katolickiego. Obecny papież pochodzenia polskiego ma ponad 80 lat, i jego stan zdrowia jest coraz gorszy. Dzięki olbrzymim sumom wydawanym na jego leczenie i postępom medycyny jest on sztucznie utrzymywany przy życiu, tak jak poprzednio gensek (sekretarz generalny) Breżniew czy prezydent Pompidou, ale łatwo zauważyć, ze epoka Wojtyły vel Jana Pawła II odchodzi zwolna, ale pewnie, do historii. Szansę, aby następny papież był też polskiego pochodzenia są praktycznie równe zeru - mówi się o papieżu z Ameryki (Łacińskiej czy nawet Północnej), Afryki lub Azji albo tradycyjnie z Włoch, ale nic jakoś nie słychać o następnym papieżu z Polski. Następcą Wojtyły na tronie Piotrowym będzie wiec najprawdopodobniej człowiek nie tylko obcy Polakom, ale (uchowaj Bóg) może nawet żółtym (Azjatą) czy (apage satanas!) murzynem. A zresztą nawet biały papież z USA czy Włoch dla Polaków będzie osobą obcą, z którą nie będą mieli takich emocjonalno-nieracjonalnych więzów jak z ex-rodakiem Wojtyłą. Tak więc z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że zmiana na tronie Piotrowym może tylko przyśpieszyć odchodzenie Polaków od katolicyzmu. Tak więc ograny slogan `Polak-katolik', który obecnie coraz bardziej `zatrąca myszką', w niedalekiej przyszłości będzie zupełnym anachronizmem. Jedno jest pewne - przeszłość nie wróci, albo wróci jako swoja własna parodia. Polska `affair' z katolicyzmem, który właściwie nigdy nic dobrego ani Polsce, ani też olbrzymiej większości Polaków (poza takimi wyjątkami jak np. Karol Wojtyła) nie przyniósł odchodzi na naszych oczach do (niezbyt chwalebnej) historii. Nie musi to oznaczać absolutnej laicyzacji Polski, bowiem człowiek, wbrew twierdzeniom ortodoksyjnych ekonomistów, nie jest istotą racjonalną a więc często dobrze jest mu wierzyć w rożne zabobony. Ale czas absolutnej dominacji kościoła Rzymskokatolickiego w Polsce się zdecydowanie kończy, i w związku z tym prawica powinna zacząć szukać innego, idącego bardziej z `duchem czasu' sloganu i metafizycznej sankcji dla swojej ideologii, jako że tradycyjne Chrześcijaństwo, a więc głównie Katolicyzm nie są w stanie dopasować się (innymi słowy są niekompatybilne) do wolnej konkurencji, konsumeryzmu, postmodernizmu, wirtualnej rzeczywistości, czy Internetu, i stopniowo, ale też konsekwentnie ustępują pola nowym, bardziej dynamicznym religiom i para-religiom, takim jak wyznania neoprotestanckie typu Świadków Jehowy, prądom typu `New Age' czy , neopoganizmu, nie mówiąc już o rosnących rzeszach ludzi w ogóle nie zainteresowanych religią czy też (apage satanas!) różnych wolnomyślicieli racjonalistów, agnostyków, ateistów czy innych niedowiarków, do których piszący te słowa najprawdopodobniej się, tez zalicza�

Lech Keller
Melbourne, sierpień 2000
11:57, kaganowski
Link Komentarze (1) »
Polak-Katolik? Czesc I

Lech Keller

POLAK-KATOLIK? Czesc I

Prawica Polska, od niepamiętnych czasów (a przynajmniej od czasów kontrreformacji) używa aż do znudzenia hasła `Polak-katolik', które to hasło jest skrótem sloganu `prawdziwy Polak musi być, z definicji, rzymskim katolikiem'. Jak znakomita większość politycznych sloganów, twierdzenie to jest z gruntu błędne. Chrześcijaństwo, a więc i katolicyzm, są znacznie młodsze niż kultura prasłowiańska, a więc i prapolska. Sanskryt, język pierwotnych Aryjczyków, z którego to języka wywodzą się, wszystkie języki indoeuropejskie, a więc też i język polski, istniał na pewno przed rokiem 1500 p.n.e., czyli ponad trzy i pół tysiąca lat temu. Dla porównania: Chrześcijaństwo ma oficjalnie dwa tysiące lat. Z całą pewnością, można więc przyjąć, że Słowianie, a więc też i Polacy, oddawali cześć swoim własnym, słowiańskim bogom przez conajmniej tysiąc lat zanim zmuszeni zostali do przyjęcia chrześcijaństwa (w przypadku Polski w roku 966). Początkowo opór przeciwko tej nowej, narzuconej głównie przez cesarskie Niemcy, religii był dość silny. Opór ten osiągnął apogeum w latach 1038/1039 (powstanie ludowe). W sąsiednich Prusach i na Litwie Chrześcijaństwo przyjmowało się, z jeszcze większymi oporami. Prusowie wysyłając w roku 997 do `lepszego świata' biskupa praskiego Wojciecha (Adalberta) uczynili z niego natychmiastowo świętego (został on kanonizowany już dwa lata po śmierci � nawet papież Wojtyła nie potrafi produkować świętych w takim tempie, mimo że ma do pomocy telefony komórkowe, superkomputery i połączoną inteligencję Akademii Papieskiej w Rzymie, KUL-u w Lublinie, Uniwersytetu im. Wyszyńskiego w Warszawie (dawna ATK) oraz niezliczonych innych uniwersytetów katolickich. Na Litwie, która przez ponad 400 lat (1386-1795) była w ścisłym związku z Polska, i z której wywodzą się, między innymi tacy wybitni poeci polscy jak Mickiewicz, Słowacki czy Miłosz chrześcijaństwo oficjalnie zaprowadzono dopiero w roku 1387. Na tejże Litwie, a szczególnie pobliskich Prusach, Chrześcijaństwo przyjmowało się, z jeszcze większymi oporami niż w Polsce, i jeszcze w XV wieku znaczna cześć ludności Litwy oddawała cześć bogom swoich przodków. Prusowie, którzy starali się, wytrwać przy wierze swoich przodków zostali wycięci praktycznie w pień przez dzielnych chrześcijańskich rycerzy spod znaku krzyża - głownie krzyżaków, czyli zakonników Najświętszej Marii Panny (jednym z ostatnich członków tego zakonu był ex kanclerz Republiki Federalnej Niemiec, Herr Konrad Adenauer), ale też i rycerzy z katolickiej Polski.

Tak więc grubą przesadą jest twierdzenie, jakoby Rzymski Katolicyzm był `naturalną,' religią Polaków. Odnosi się, to szczególnie do Polaków z tak zwanych kresów wschodnich, gdzie katolicyzm został wprowadzony dopiero pod koniec XIV wieku. Kresy te były (i są nadal) miejscem, gdzie Chrześcijaństwo obrządku zachodniego (rzymskiego) jest w konflikcie z Chrześcijaństwem obrządku wschodniego (bizantyjskiego). Wielu etnicznych Polaków, szczególnie w Białostockiem, wyznaje prawosławie, i nikt zdrowy na rozumie nie odmówi im polskości. Kościoły obrządku wschodniego (Grecko katolicy, Unici i Prawosławni mają, obecnie w Polsce łącznie ponad 300 świątyń oraz ponad 600 tysięcy wiernych. Z kolei na zachodzie Polski, a szczególnie na Górnym Śląsku, mieszka sporo protestantów, w tym obecny premier Rzeczpospolitej, p. Buzek. Według danych GUS kościoły protestanckie i tradycji protestanckiej mają, około 1,000 zborów (gmin wyznaniowych) i około 150 tysięcy wiernych. Według (na ogół dokładnych) danych CIA, 95% ludności Polski jest formalnie wyznania Rzymsko-Katolickiego, ale tylko około 75% było praktykujących we wczesnych latach 1990s. Według GUS w roku 1994 w kościele Rzymsko-Katolickim ochrzczonych było nieco ponad 35 milionów Polaków, co daje około 91% z38 i pół milionowej ludności kraju. Według (oficjalnie nie publikowanych) szacunków kościoła Rzymsko-Katolickiego, najwyżej połowę, ochrzczonych duszyczek można zaliczyć do aktywnych członków tegoż kościoła, a na dodatek liczba tych `prawdziwych' wiernych dość szybko maleje. Kosztem kościoła rzymskiego zyskują, wiernych głownie kościoły, denominacje, sekty i kulty neoprotestanckie (religioznawcy dzielą, wyznania religijne na ponad narodową eklezje, czyli Katolicyzm obrządku rzymskiego, tradycyjne kościoły np. Luterański, Anglikański czy Metodystyczny, nieco mniej tradycyjne denominacje np. Baptyści czy Zielonoświątkowcy, sekty np. Świadkowie Jehowy i na koniec kulty typu Dawidowców z Texasu, ostatnie często mylone z bardziej formalnymi sektami). Wręcz klasycznym (podręcznikowym) przykładem szybko rozwijającej się sekty są w Polsce Świadkowie Jehowy, którzy mieli w połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku ponad sto tysięcy głosicieli oraz prawie 1,500 domów modlitwy ('Kingdom Halls'). Ostatnia liczba jest bardzo znaczna, jako ze znacznie większy i o ponad 900 lat starszy kościół Rzymsko-Katolicki ma w Polsce niecałe 10,000 parafii i 16,000 świątyń (to jest kościołów i kaplic razem wziętych).

Jeśli chodzi o polski Protestantyzm i zbliżone wyznania, to poza Świadkami Jehowy, dominują, w nim kościoły tradycyjne, takie jak Ewangelicko-Augsburski (124 parafie, 85,000 wiernych). Z nowszych wyznań najliczniejsze są w Polsce wspomniani już Świadkowie Jehowy, oraz Adwentyści Dnia Siódmego (160 zborów, 10,000 wiernych), i Zielonoświątkowcy (161 zborów, 17,000 wiernych). Wszystkie tu wymienione sekty i denominacje są też bardzo aktywne wśród Polonii, na przykład w Australii. Od liczby świątyń, parafii czy tez duszyczek ważniejsza jest jednakże dynamika: w latach dziewięćdziesiątych XX wieku najszybciej rosły w siłę denominacje i sekty `nowoprotestanckie'. Poza wspomnianą już kilka razy sektą Świadków Jehowy, najszybciej rozwijały się denominacje finansowane z zachodu, głównie z USA, takie jak Adwentystów Dnia Siódmego czy Baptystów (Świadkowie Jehowy to też zresztą amerykański `wynalazek'). Natomiast zagadką wydaje się tak zwany Nowoapostolski Kościół w Polsce, który zwiększył w ciągu niecałych 10 lat (1985-1994) ilość swoich zborów z 12 do 52 i szczyci się posiadaniem 50 kapłanów oraz ponad 5,000 wyznawców `pieczętowanych Duchem Świętym' (cokolwiek to znaczy � mnie osobiście używanie Ducha Świętego jako pieczątki wydaje się, bluźnierstwem, co jednak nie przeszkadza tej sekcie prosperować i to nieźle). W tym samym czasie (rok 1994) był w Polsce tylko 1 (słownie jeden) rabin i tylko nieco ponad tysiąc (1,220) wyznawców religii Mojżeszowej. Z powyższych danych wynika dość' jednoznacznie, ze po pierwsze wyznania niekatolickie znajdują nowych wyznawców głównie kosztem dominującego kościoła Rzymsko-Katolickiego, jako że ludność Polski jest ostatnio statyczna i niebawem ilość Polaków w `Najjaśniejszej' zacznie maleć, jako konsekwencja praktycznie zerowego, a w niedalekiej przyszłości zapewne ujemnego przyrostu naturalnego. Po drugie, religia mojżeszowa w obecnej Polsce jest zjawiskiem czysto marginalnym, i jej wpływ na Polskę, to głównie wynik działalności Żydów amerykańskich, którzy wykorzystują bez skrupułów obecne uzależnienie Polski od USA. Po trzecie, czego w oficjalnych statystykach nie widać, w Polsce, tak jak w innych krajach europejskich, rośnie coraz szybciej ilość osób wyznających różnorakie `ezoteryczne' religie i para religie, grupowane zwykle pod hasłem `New Age', oraz osób areligijnych, to jest nie zainteresowanych żadną religią oraz (czego to się doczekaliśmy, panie dzieju ! ) agnostyków i ateistów.

Paradoksalnie, lata rządów partii komunistycznej (zwanej w Polsce, dla zmylenia przeciwnika, partią robotniczą i na dodatek zjednoczoną) nie były dobre dla polskich wolnomyślicieli. Partia rządząca oficjalnie propagowała, choć trzeba przyznać, że bardzo nieudolnie, niekonsekwentnie i bez przekonania, ateizm w jego najprostszej, prymitywnej wersji. Jako, że monopartia była masowa, to było w niej pełno oportunistów i karierowiczów, którzy wyznawali staropolską zasadę, `Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek' oraz uczęszczali z tym samym zapałem i regularnością na zebrania tak zwanego POPU (Podstawowej Organizacji Partyjnej) co na niedzielne msze. To powszechne zakłamanie wśród członków nieboszczki PZPR wyjaśnia łatwość z jaką np. oficerowie Wojska Polskiego (łącznie z generalicja, i admiralicja,) `cudownie' transformowali się, niemalże w jeden dzień, z zagorzałych `partyjniaków' w równie zagorzałych (i równie obłudnych) katolików.

Ponieważ ideologia komunistyczna (a właściwie bolszewicko-stalinowska) została narzucona Polsce siłą stąd tez ateizm był z reguły uznawany za `fellow traveller' komunistów. Dopiero rozwiązanie niesławnej pamięci PZPR otworzyło drogę do odtworzenia chlubnych tradycji polskiego wolnomyślicielstwa. Hierarchia kościoła Rzymsko-Katolickiego, świętując upadek partii komunistycznej, nie zdawała sobie sprawy, że wraz z upadkiem tej partii, kończy się też epoka dominacji katolicyzmu w Polsce. Wystarczy choćby porównać rzeczywiste znaczenie, a szczególnie moralny autorytet prymasa Wyszyńskiego, z pozycją obecnego prymasa Glempa. Najlepsze porównanie jakie mi się automatycznie nasunęło to porównanie Solidarności młodego Wałęsy z wczesnych lat osiemdziesiątych z obecną `Solidarnością' Krzaklewskiego.

Katolicyzm, w jego rzymskim wydaniu, dominował polską scenę polityczną od późnego wieku X, praktycznie do końca XX wieku, to jest przez ponad tysiąc lat. Paradoksem i ironią historii było przedłużenie tej dominacji w latach pięćdziesiątych do osiemdziesiątych XX wieku jako konsekwencja narzucenia Polsce przez USA i ZSRR rządów partii komunistycznej. Nawiasem mówiąc kolejność USA przed ZSRR to nie przypadek gdyż to właśnie decyzją jedynego wówczas mocarstwa atomowego i dominującej potęgi ekonomiczno-militarnej Polska została oddana pod de facto protektorat sowiecki. Rosjanie tylko wykorzystali sytuacje i trudno jest ich za to winić. Natomiast całe oburzenie polscy patrioci powinni skierować przeciwko Stanom Zjednoczonym, a szczególnie prezydentowi Roosevelt'owi, który w przypływie przyjacielskich uczuć do generalissimusa Stalina oddał Polskę, wraz z całą Europą Wschodnią pod kuratelę Związku Radzieckiego. Decyzja ta była katastrofą dla Polski, ale błogosławieństwem dla Watykanu, który zyskał na wiele lat rzesze gorących zwolenników w Polsce, jako że kościół Rzymsko-Katolicki pełnił w tym kraju rolę surogatu opozycji politycznej, która nie była tolerowana przez komunistów w parlamencie. Ciekawe, ale jak mi wiadomo, dotychczas nie wysunięto kandydatury prezydenta Roosevelta jako świętego kościoła Rzymsko-Katolickiego. A przecież uczynił on więcej dla tego kościoła niż niejeden święty, których grono zostało tak licznie powiększone w ostatnich latach przez papieża Wojtyłę. W porównaniu do cara Mikołaja II prezydent Roosevelt to niemalże ideał, człowiek o wręcz nieposzlakowanej opinii, a tymczasem `krwawy Mikołaj' został ostatnio kanonizowany przez cerkiew rosyjską, a o kanonizacji, czy choćby tylko beatyfikacji prezydenta Roosevelta nic nie słychać w kołach zbliżonych do kurii watykańskiej. Ale cóż, jak mawiali starzy Polacy `łaska pańska na pstrym koniu jeździ'� Pozostaje tylko mieć nadzieje, że następny papież doceni wkład prezydenta Roosevelta w budowanie potęgi Watykanu.

Upadek moralnego autorytetu kościoła, spowodowany w Polsce między innymi niemoralnym prowadzeniem się jego hierarchii, która wyalienowała się z biednego przecież społeczeństwa poprzez wystawny styl życia i porobiła sporo wrogów poprzez niezliczone i często nieudolne interwencje w bieżące życie polityczne, to tylko jeden z aspektów obecnego kryzysu kościoła Rzymsko-Katolickiego w Polsce. Paradoksalnie, zniesienie dyktatury teoretycznie ateistycznej monopartii nie tylko nie spowodowało ponownego rozkwitu katolicyzmu, ale wręcz przeciwnie � jego postępujący upadek. Za siermiężnych czasów `komuny', a specjalnie we wczesnych latach osiemdziesiątych, kościół Rzymsko-Katolicki skupiał wokół siebie nie tylko praktycznie całą (nielegalną i półlegalną) opozycję polityczną ale też twórców kultury. Kościoły i plebanie były wówczas, jak za zamierzchłych czasów, nie tylko domami modlitwy, ale tez salami koncertowymi, teatralnymi czy galeriami sztuki. Powrót kapitalizmu oznaczał jednak, co hierarchia kościelna mimo swoich silnych związków z zachodem i częstych tam wizyt nie zauważyła, powstanie wielorakich alternatyw dla kościoła. W czasach, gdy na półkach sklepowych był (w najlepszych wypadkach) ocet i dzieła klasyków Marksizmu-Leninizmu, a większość sklepów była zresztą zamknięta w niedzielę, jedynym konkurentem dla niedzielnej mszy był nudnawy zresztą program państwowej telewizji i nieliczne filmy zachodnie wyświetlane niezbyt zresztą często w (większości prymitywnych, pamiętających czasy przedwojenne) kinach. Dziś gdy kapitał zachodni pootwierał liczne eleganckie centra handlowe, a kapitał rodzimy kasyna i domy publiczne (zwane, jak to w Polsce, dla zmylenia przeciwnika, `agencjami towarzyskimi') wybór jest nieporównywalnie większy. W wolnej konkurencji kościół ze swoją średniowieczną mentalnością i zatęchłą liturgią musi przegrać z nowoczesną, multimedialną rozrywką. Coraz więcej polskich rodzin wybiera się w niedzielę na zakupy do pobliskiego, czy nawet położonego w mieście wojewódzkim centrum handlowego, zamiast na msze, do parafialnego kościółka. Inni, bardziej krytycznie nastawieni, szukają zbliżenia z Bogiem w licznie powstających i szybko rozwijających się, denominacjach, sektach a nawet (o zgrozo!) kultach.

Zagrożenie ze strony sekt a szczególnie kultów jest w Polsce tak poważne, że biskupi dominującej eklezji chcieli wprowadzić prawo zakazujące działalności wyznań, których kapłani ( a przynajmniej liderzy) byli osądzeni za przestępstwa kryminalne za granicą. Prawo to nie zostało wprowadzone tylko dla tego, że w tym samym czasie okazało się, że w takich państwach jak Austria czy Australia, szereg księży Rzymsko-Katolickich (w tym również i biskupów) zostało skazanych prawomocnymi wyrokami za takie brzydkie przestępstwa jak np. pedofila. Jeszcze inni, do niedawna Katolicy, szukają Boga poza strukturami kościołów czy sekt (np. zwolennicy nurtu `New Age', do którego zalicza się też zazwyczaj, tak zwane ruchy neopogańskie, w tym te nawiązujące do religii prasłowiańskich), a wielu porzuca wiarę, całkowicie, często niezupełnie zdając sobie z tego sprawę. Zaczyna się, to zazwyczaj od `niewinnego' spóźniania na msze, aby uniknąć słuchania nudnych i często po porostu głupich kazań, szczególnie w przypadku osób lepiej wykształconych i o bardziej krytycznym umyśle. Stąd już blisko do opuszczenia całej mszy, bo np. w telewizji idzie ciekawy serial z `momentami' czyli mniej lub bardziej eksponowanym seksem, albo właśnie otwarto w okolicy nowe centrum handlowe gdzie można trafić na dobrą przecenę, a w dzień powszedni brak czasu na taką wyprawę. Ludzi zwyczajnych zwabia do centrów handlowych, tych `świątyń XXI wieku' także elegancki wystrój wnętrz i fachowo wyeksponowane towary w atrakcyjnych kolorach, kształtach i opakowaniach. Dla większości Polaków namiastkę tej tak pożądanej przez nich Europy Zachodniej i `Hameryki' znajduje się właśnie w tych, będących własnością zachodniego 'big business' centrach handlowych czy barach McDonald'sa i jego naśladowników typu KFC czy Burger King.

(Dokonczenie w osobnym wpisie)


11:54, kaganowski
Link Dodaj komentarz »
Polak-Katolik? (Abstrakt)
Lech Keller
Polak-Katolik? (Abstrakt)

Abstrakt (z http://pytania.republika.pl/horyzont.htm):

"Prawica Polska, od niepamiętnych czasów (a przynajmniej od czasów kontrreformacji) używa aż do znudzenia hasła `Polak-katolik', które to hasło jest skrótem sloganu `prawdziwy Polak musi być, z definicji, rzymskim katolikiem'. Jak znakomita większość politycznych sloganów, twierdzenie to jest z gruntu błędne."

(Pelny tekst z http://www.geocities.com/legaba2010/horyz16.htm#AR3 w osobnym dwuczesciowym wpisie)
11:51, kaganowski
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 czerwca 2005
OPŁAKANE SKUTKI SAMODZIELNEGO STUDIOWANIA PISMA ŚWIĘTEGO - Część II
Lech Keller
OPŁAKANE SKUTKI SAMODZIELNEGO STUDIOWANIA PISMA ŚWIĘTEGO
Część II - Załączniki

Załącznik 1 - Co mówi "Fogra" http://www.encyklopedia.pl/wiem/ o Baptystach, Zielonoświątkowcach i Świadkach Jehowy?
Baptyści (z greckiego baptizein - "chrzcić"), wyznanie chrześcijańskie ukształtowane w okresie poreformacyjnym, największy z tzw. wolnych Kościołów ewangelickich. Głoszą prymat religijności indywidualnej nad jej formami zbiorowymi, tj. ukształtowanymi w toku dziejów obrzędami i praktykami. Podstawa doktrynalna jest "Biblia", wiernym pozostawia się jednak wolność jej interpretacji. Baptyści wierzą w Trójce Św. oraz odkupicielską moc ofiary Jezusa Chrystusa, który powróci na Ziemię, by dokończyć dzieło zbawienia. Przyjmują chrzest (przez całkowite zanurzenie) w wieku dorosłym (po ukończeniu 14 lat), traktując ten akt jako symbol duchowej śmierci i zmartwychwstania. Przyjęcie chrztu musi być aktem świadomym i wiążąc się z głębokim zrozumieniem prawd religijnych. Baptyści praktykują również ryt zwany Wieczerza Pańska, nawiązujący do Ostatniej Wieczerzy. Wiarę w nieśmiertelność duszy, zmartwychwstanie i sąd ostateczny wszystkich ludzi. Odrzucają istnienie czyśćca, choć przyjmują istnienie kary wiecznej. Głoszą wolność religijną pojmowaną jako wolność od wszelkiego przymusu: państwowego, kościelnego i rodzicielskiego. Ustrój Kościoła baptystów charakteryzuje tzw. kongregacjonizm - podstawowa role odgrywa w nim autonomiczny zbór, kierowany, tylko w celach porządkowych, przez starszego, tj. przez prezbitra, przy pomocy diakona (urzędy te obsadza się w drodze wyborów). Zbory na określonym terenie tworzą okręg, wszystkie zbory w danym kraju - unie zborów (Kościół). Organem ustawodawczym i najwyższa władzą unii są synody lub konferencje zwoływane corocznie lub co trzy lata. Pierwsza wspólnotę baptystów założyli dwaj Brytyjczycy - J. Smyth i T. Helwys, którzy pod koniec XVI w. wystąpili z Kościoła anglikańskiego i utworzyli w Gainsborough niezależna grupę religijna. W 1606, na skutek prześladowań, wyemigrowali do Amsterdamu, gdzie powołali wspólnotę baptystów. W 1612 jej członkowie wraz z Helwysem powrócili do Wielkiej Brytanii. W 1616 powstała w Southwark inna grupa. Obie wspólnoty działały niezależnie od siebie, potoczyły się dopiero w 1891, tworząc Unie Zborów Baptystów Wielkiej Brytanii. W 1631 za sprawa R. Williamsa baptyści pojawili się w Ameryce Północnej. W XVIII w. ruch upowszechnił się w Stanach Zjednoczonych, m.in. wśród Murzynów, występując przeciw niewolnictwu i rasizmowi. W XIX w. wspólnoty baptystów zaczęły powstawać na pozostałych kontynentach. W 1905 utworzono w Londynie Światowy Związek Baptystów, który skupia obecnie około 50 milionów wiernych, należących do autonomicznych kościołów krajowych, głównie w USA, Indiach, Birmie, Brazylii, Ukrainie, Federacji Rosyjskiej i Demokratycznej Republice Konga (dawny Zair). Polski Kościół Chrześcijan Baptystów skupia około 10 tysięcy wyznawców.

Zielonoświątkowcy, zainicjowany w latach 1901-1906 w USA przez Ch. Perkama, W.J. Seymoura i Th. Ball Barrata charyzmatyczny ruch religijny, wzywający chrześcijan do otwarcia się na działanie Ducha Św. Wg zielonoświątkowców do zbawienia konieczny jest chrzest w Duchu Św. poprzedzony nawróceniem. Wierzą oni w nieomylność Biblii, zbawcza moc ofiary Chrystusa, Jego przyszłe przyjście (Paruzja) i rychły koniec świata. Znakiem osiągnięcia pełni życia duchowego maja być wg zielonoświątkowców specjalne dary Ducha Św. jak: mówienie językami (glosolalia), uzdrawianie chorych, prorokowanie, rozumienie prawd duchowych. W 1947, dzięki Ball Barratowi ruch zielonoświątkowców pojawił się w Norwegii, skąd rozprzestrzenił po całej Europie. Istnieje tez Kościół Zielonoświątkowy w Polsce. Liczbę członków ruchu, który cechuje znaczny pluralizm w szczegółowych kwestiach religijnych, szacuje się na 50-250 milionów na świecie.

Świadkowie Jehowy, chrześcijański ruch religijny, posiadający własną strukturę organizacyjną, doktrynę religijną, teologią, etykę i zasady kultu. Założycielem był Ch. Taze Russel (1852-1916), amerykański kaznodzieja adwentystów, który zorganizował w 1879-1880 w Pittsburghu wspólnotę religijna obejmująca ok. 30 grup Badaczy Pisma Świętego. Po śmierci Russela na czele Międzynarodowego Stowarzyszenia Badaczy Pisma Świętego stanął J.F. Rutherford (1869-1942), który w 1931 przekształcił je w Zrzeszenie Świadków Jehowy - jego członkowie nazwali siebie Świadkami Jehowy. Doktryna Świadków Jehowy stanowi przykład chrześcijańskiego synkretyzmu (synkretyzm religijny), budowanego na podłożu protestantyzmu, ale równocześnie zwalczającego dogmatyczne tendencje luteranizmu, kalwinizmu i anglikanizmu. Liczba wyznawców wynosi ok. 5 ml, z czego ok. 700 tys. w USA, 170 tys. w Brazylii, ponad 300 tys. w krajach Europy. Doktryna Świadków Jehowy opiera się na Biblii. Każdy jej werset jest analizowany dosłownie i drobiazgowo, co nie wyklucza swoistej interpretacji. Wg. doktryny Świadków Jehowy:
1) Świat stanowi teren walki pomiędzy siłami Boga a siłami Diabła.
2) Władze państwowe i poszczególne Kościoły opanowane SĄ przez ZŁO, przez Szatana, co jest skutkiem nieposłuszeństwa Adama.
3) Adam był ostatnim ogniwem stwarzania świata ziemskiego przez Boga.
4) Wysiłki Chrystusa, by przywrócić panowanie Boga, Jehowy, nie odniosły sukcesu, ponieważ Bóg pozostawił Szatanowi czas na odsłonięcie całej swej przewrotności.
5) Zadaniem Świadków Jehowy jest przygotowanie świata do ponownego przyjęcia Jezusa.
6) Bóg pokona wkrótce Szatana w ostatecznej bitwie (Armagedon).
7) Umarli zmartwychwstaną, aby się doskonalić.
8) Jezus jest synem Boga, ale ma on mniejsze znaczenie niż jego ojciec, Jehowa.
9) Trójca Św. nie istnieje.
10) Krew stanowi siedlisko duszy. Nie można jej spożywać, rozlewać ani przetaczać w jakiejkolwiek postaci.
11) ewangeliczna zasada "nie zabijaj" prowadzi do odrzucenia wszelkiej służby wojskowej.
12) ponieważ państwa SĄ dziełem Szatana, Świadkowie Jehowy nie SĄ zobowiązani do ich zaleceń. Odmawiają oddawania czci godłom i sztandarom, które uważają za fałszywe bóstwa. Organizacja ruchu obejmuje: Kwaterę Główna mieszcząca się w dzielnicy Brooklyn w Nowym Jorku. Kwaterze podporządkowane SĄ organizacje Głosicieli, zgrupowanych jednak w niezależnych zgromadzeniach liczących do stu członków. W zgromadzeniu nie ma hierarchii i duchowieństwa. Świadkowie Jehowy praktykują tak jak wszyscy chrześcijanie chrzest (przez całkowite zanurzenie w wodzie), może on być udzielony przez każdego mężczyznę należącego do wspólnoty. Świadkowie Jehowy prowadzą, w wielu językach i w dużym nakładzie, działalność wydawnicza, publikują głównie Biblie a także czasopisma: Strażnice i Przebudźcie się.

Załącznik 2 - Tłumaczenie słowa "Elohim" (Elokhim, Elohiym) według http://www.biblestudytools.net/

Genesis 1:26 (KJV z tzw. numerami Strong'a)
And [0430] God [0559] said (8799), Let us [06213] make (8799) [0120] man
in our [06754] image, after our [01823] likeness: and let them have [07287]
dominion (8799) over the [01710] fish of the [03220] sea, and over the
[05775] fowl of the [08064] air, and over the [0929] cattle, and over all the
[0776] earth, and over every creeping [07431] thing that [07430] creepeth
(8802) upon the [0776] earth.
Strongs' No. <0430>
'elohiym {el-o-heem'} yihl\a ; Word Origin: plural of <0433>; noun masculine. Word Usage in KJV:
God 2346, god 244, judge 5, GOD 1, goddess 2, great 2, mighty 2, angels 1, exceeding 1, God-ward + <04136> 1, godly 1; 26 <06> Definition(s):
1) (plural)
1a) rulers, judges
1b) divine ones
1c) angels
1d) gods
2) (plural intensive - singular meaning)
2a) god, goddess
2b) godlike one
2c) works or special possessions of God
2d) the (true) God
2e) God
Strongs' No. <0433>
'elowahh {el-o'-ah rarely (shortened) 'eloahh el-o'-ah} ;H/l\a
Word Origin: probably prolonged (emphat.) from <0410>; noun
masculine Word Usage in KJV:
God 52, god 5; Definition(s)
1) God
2) false god
Strongs' No. <0410>
'el {ale} lea; Word Origin: shortened from <0352>; noun masculine Word Usage in KJV God 213, god 16, power 4, mighty 5, goodly 1, great 1, idols 1, Immanuel + <06005> 2, might 1, strong 1; Definition(s) 1) god, god-like one, mighty one 1a) mighty men, men of rank, mighty heroes 1b) angels 1c) god, false god, (demons, imaginations) 1d) God, the one true God, Jehovah 2) mighty things in nature Strongs' No. <0352>
'ayil {ah'-yil} lIy;a Word Origin: from the same as <0193>; noun masculine Word Usage in KJV: ram(s) 156, post(s) 21, mighty (men) 4, trees 2, lintel 1, oaks 1; Definition(s) 1) ram 1a) ram (as food) 1b) ram (as sacrifice) 1c) ram (skin dyed red, for tabernacle) 2) pillar, door post, jambs, pilaster 3) strong man, leader, chief 4) mighty tree, terebinth

Załącznik 3 - Biblijne sprzeczności, absurdy i okropności
Na początek dobrymi źródłami są:

http://www.infidels.org/library/modern/donald_morgan/atrocity.html
http://www.infidels.org/library/modern/donald_morgan/absurd.html
http://www.infidels.org/library/modern/donald_morgan/inconsistencies.html

(z http://www.geocities.com/legaba2010/horyz8.htm#AR1)
15:37, kaganowski
Link Komentarze (3) »
OPŁAKANE SKUTKI SAMODZIELNEGO STUDIOWANIA PISMA ŚWIĘTEGO - cz. I

Lech Keller

OPŁAKANE SKUTKI SAMODZIELNEGO STUDIOWANIA PISMA ŚWIĘTEGO

Część I

1. Wstęp - powody napisania tego artykułu.
Poniższy tekst powstał jako komentarz do strony (witryny) zatytułowanej ŚWIADKOWIE JEHOWY POD LUPĄ , redagowanej przez pana Jarosława Zabiełłę z Gdyni, Polska. Pan Zabiełło uważa się za teistę chrześcijańskiego, i sympatyzuje z kręgami chrześcijaństwa ewangelicznego (Baptyści i Zielonoświątkowcy), i jednocześnie jest zażartym wrogiem Świadków Jehowy. Inspiracja do napisania poniższego tekstu pochodzi z lektury artykułów pana Zabiełły, w których stara się on wykazać rzekomą wyższość doktryny Baptystów i Zielonoświątkowców nad doktryna Świadków Jehowy (czyli, innymi słowy, wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy), ale głównym tematem mojego komentarza są skutki samodzielnego studiowania Pisma Świętego.

2. Co to są właściwie Baptyści, Zielonoświątkowcy i Świadkowie Jehowy?
Aby zrozumieć o co chodzi w dyskusji miedzy Baptystami, Zielonoświątkowcami i Świadkami Jehowy należy najpierw poświęcić nieco czasu na (choćby elementarną) analizę historii tych odłamów Protestantyzmu, i ich doktrynie. Ja osobiście przebywałem (choć raczej dość krótko) na południu USA (głównie Wirgnia) i widziałem tam sporo kościołów Baptystów i Zielonoświątkowców. Ciekawe, ale już sam wygląd tych świątyń jakby sugerował, że ludzie tam zbierający się tam są inni, niż ci co uczęszczają do tzw. "mainstream" kościołów (mam tu na myśli kościół rzymsko-katolicki i tzw. "stare" odłamy protestantyzmu jak kościół luterański czy anglikański). Przyznaję, ze nie wiem dużo na temat tych odłamów Protestantyzmu (a specjalnie mało o Baptystach i Zielonoświątkowcach) , ale ogólna opinia o nich jest taka, że są to wyznania (sekty) raczej fanatyczne i fundamentalistyczne, specjalnie w porównaniu do Anglikanów czy United Church, które uchodzą za wyznania bardziej umiarkowane i progresywne, tj. starają się dopasować do zmian w świecie, zamiast dążyć do zmiany świata.

Świadkowie Jehowy są bardziej znani Polakom, i stanowią, bez wątpliwości, jeden z najbardziej fanatycznych odłamów Chrześcijaństwa. Nie jest wszakże moim zamierzeniem oceniać te kościoły czy sekty ani ich doktryny czy wyznawców, a raczej wykazać, że różnice między nimi są bardzo powierzchowne, a największe dla nich niebezpieczeństwo jest ukryte w samym źródle i natchnieniu ich wiary, to jest w Piśmie Świętym, a szczególnie Starym Testamencie.

Aby nie być posadzony o stronniczość pozwolę sobie w tym miejscu odesłać Szanownych Czytelników do "Fogry", którą cytuje w Załączniku 1.

3. Mój komentarz do strony "Świadkowie Jehowy pod lupą"

3.1. Czy tylko Świadkowie Jehowy zniechęcają do samodzielnego studiowania Biblii?
Nie tylko sekty typu Świadków Jehowy zniechęcają swoich członków do samodzielnego czytania Biblii. Również Kościół Rzymsko-Katolicki niespecjalnie zachęca tzw. laikat do studiowania Pisma Świętego, szczególnie w jego oryginalnej, hebrajsko-greckiej wersji. Głównym tego powodem jest fakt, ze Biblia jest pełna sprzeczności i absurdów (dobrym źródłem jest tu Internet, np. http://www.infidels.org/library/modern/theism/christianity/errancy.html. Każdy, jak to mówią Anglicy, student Biblii wie, że nawet jej najstarsza część (Pięcioksiąg) miała kilku autorów (czy, jak kto woli, edytorów). Jeden z nich, zwany "Jachwistą" używał słowa "Jahwe" (a właściwie JHWH - po angielsku YHVH - z hebrajskiego "YYod Heh Vav Heh") do określenia Boga, a inny zwany "Elohistą" słowa "Elohim" ("Elokhim", "Elohiym"), co po hebrajsku znaczy "Bogowie" (jeden bóg to po hebrajsku "El" - patrz też Załącznik 2). Te oba zupełnie inne wyrazy (YHVH i Elohim) sš nagminnie tłumaczone na polski jako "Pan Bóg" (po angielsku "The Lord" lub "Our Lord"), aby zamaskować silne ślady politeizmu w Pięcioksięgu, który jest przecież fundamentem, na którym opiera się cala Bibllia, a związku z tym całe Chrzescijanstwo i Judaizm, a i w znacznym stopniu także Islam. Tak wiec krytyczne (to znaczy uważne i przytomne) studiowanie Biblii to prosta droga do zwątpienia, jeśli nie w istnienie Boga (Bogów) Starego i Nowego Testamentu, to przynajmniej w nauki Kościoła (w tym i Rzymskiego).

3.2. Ilu Bogów występuje w Starym Testamencie?
Czytając Pięcioksiąg, nie sposób zadać sobie pytania, dlaczego np. w Genesis 1:26 (King James Version, Authorized) mamy "And God said, Let us make man in our image. after our likeness..." - po polsku (według Biblii Tysiąclecia) " A wreszcie rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam ...". Obrońcy Biblii tłumacza nam, że albo zostało tu użyte tzw. królewskie "my", albo ze Bóg Ojciec mówił tu do Syna albo Ducha Świętego (albo do ich obu naraz). Zajmijmy się najpierw pierwszym wytłumaczeniem. Otóż w oryginalnej, hebrajskiej Biblii nie występuje wyraz "God" czy tez "Bóg", ale "Elohim" ("Elokhim", "Elohiym"), który należy tłumaczyć jako "Gods" czy tez "Bogowie", co wyjaśnia użycie liczby mnogiej w tym i innych wersetach (Załącznik 2 zawiera odnośniki do oryginalnej wersji hebrajskiej). Jeśli zaś chodzi o Trojce Święta, to jest to stosunkowo nowy wynalazek, (nieuznawany przez Świadków Jehowy, ale bardzo ważny dla Baptystów, a szczególnie Zielonoświątkowców), absolutnie nieznany w czasach Mojżesza. Najlepszym dowodem na to jest, ze Żydzi, którzy SĄ zdecydowanymi monoteistami, odrzucają zdecydowanie idee "jednego Boga w Trzech Osobach", jako z gruntu rzeczy politeistyczną. Z tego powodu osobiście uważam całe Chrześcijaństwo, (łącznie ze Świadkami Jehowy, którzy de facto uznają Dwójce Święta, czyli Ojca i Syna) a szczególnie kościół Rzymsko-Katolicki z jego hierarchia aniołów i świętych (z Maryją Dziewicą na czele, co prowadzi do de facto Czwórcy Świętej) i kultem papieża, jako religie de jure monoteistyczna, ale de facto politeistyczną. Jest więc oczywiste, że nawet w najświętszych księgach Biblii, takich jak Genesis (Księga Rodzaju), mamy otwarte potwierdzenie faktu, ze przynajmniej jeden z oryginalnych edytorów (autorów) Starego Testamentu był politeistą. Dopiero od czasów Mojżesza mamy zdecydowany monoteizm, gdy YHVH dotąd "tylko" jeden z bogów wczesnych Izraelitów (a właściwie Bog wojny plemienia, z którego pochodził Jetro - teść Mojżesza) obwołał się Bogiem Jedynym i zakazał w pierwszym, najważniejszym i najdłuższym przykazaniu kultu innych bogów.

3.3. Kim był naprawdę YHVH?
Jak trudno Żydom przyszło wyznawanie tylko jednego Boga jest ogólnie wiadomo - wystarczyła dość krótka nieobecność Mojżesza a zaczęli oni oddawać cześć "złotemu cielcowi". Z tym cielcem to tez ciekawa sprawa: według niektórych źródeł (łatwo je znaleźć, wiec nie będę się na ten temat rozpisywać), "Bog Jah" ( YHVH), czyli "Ten, Którego Imienia nie powinieneś znać " był znany plemieniu Jetro i nawet innym Żydom jako "Bóg Pustyni i Wiatru" albo "Bóg Gór" (El Shaddai lub EL Szadaj), a jego wyobrażeniem był byk - stąd być może cielec i jego kult, tak srogo potępiony przez Mojżesza. Zresztą samo używanie imienia Boga potwierdza silny politeizm wczesnych Izraelitów, gdyż jeśli jest tylko jeden Bog, to nie potrzebuje On żadnego imienia, gdyż nie ma innego Boga poza Nim. Używanie imienia boga ma tylko wtedy sens, jeśli jest więcej niż jeden bog, tak wiec Biblia sama zawiera bardzo silne elementy politeistyczne, pomimo wysiłków rozlicznych redaktorów, edytorów i translatorów.

4. Zakończenie - do czego prowadzi samodzielna lektura Biblii.
Ale powyższe to tylko dygresja pokazująca, do czego prowadzi samodzielne czytanie Biblii. Jest to całkowicie zrozumiałe, gdyż stosując konsekwentnie naukową metodę do badania Biblii odkrywa się w niej liczne sprzeczności i absurdy (patrz załącznik 3). Stąd wniosek, że z samodzielnego czytania Pisma Świętego prowadzi droga prosta jeśli nie do całkowitej utraty wiary (bo przecież istnienia ani nieistnienia Boga nie da się udowodnić czysto naukową metodą), to przynajmniej do utraty zaufania do zorganizowanej religii - obojętnie jakiej, bo inne święte księęgi, np. Koran, też zawierają, bo zawierać musza jako wyznania wiary a nie rozumu czy logiki, podobne sprzeczności i niedorzeczności. Najbardziej logiczny wniosek z naukowych badań Biblii to niestety to, ze prawdziwie Wszechwiedząca i Wszechmocna Istota Najwyższa (w potocznej mowie "Bóg") nie potrzebuje ani świata materialnego, ani rzesz aniołów czy świętych, a tym bardziej kościołów, księży (w tym biskupów, kardynałów i papieży) ani nawet "Holy Scriptures" czy wiary w siebie, gdyż taka Istota Idealna jest z założenia całkowicie samowystarczalna - rodzaj "Boga Samego w Sobie" i zarazem "Boga Dla Samego Siebie". A już napewno prawdziwie Idealna Istota nie będzie się bawić w interwencje na naszym nędznym materialnym padole (czyli ze rzekome "cuda" nic z Bogiem Prawdziwym nie mogą mieć wspólnego), ani tym bardziej w nagradzanie wiernych i prawych, a już tym bardziej w okrutne karanie niewiernych i nieprawych. Bardzo przepraszam, jeśli uraziłem czyjeś uczucia religijne, ale chyba jasno wynika z mojego listu, ze nie jestem przeciwko Prawdziwemu Panu Bogu (bo to by było po prostu śmieszne - nieskończenie bardziej śmieszne niż bunt mrówki przeciwko prezydentowi USA), a tylko staram się wyjaśnić bezskuteczność szukania absolutnej prawdy w księgach, które zawierają olbrzymią ilość sprzeczności i absurdów.

(z http://www.geocities.com/legaba2010/horyz8.htm#AR1)

15:32, kaganowski
Link Komentarze (4) »
Przed Chrystusem czy przed naszą erą?
Lech Keller
Przed Chrystusem czy przed naszą erą czyli w odpowiedzi Panu Sobeckiemu z Południowej Australii

Abstrakt (z http://pytania.republika.pl/horyzont.htm)
"Muszę Pana Sobeckiego bardzo zmartwić, ale wyrażenia p.n.e. (po angielsku b.c.e) i n.e. (po angielsku c.e.) to nie jest, niestety, wymysł komunistów, ale zachodnich naukowców, - historyków, archeologów i antropologów, a głownie ekspertów od studiów biblijnych."

Pelny tekst (z http://www.geocities.com/legaba2010/horyz16.htm#AR3)

W ODPOWIEDZI PANU SOBECKIEMU Z POŁUDNIOWEJ AUSTRALII

OD REDAKCJI: Poniższy artykuł jest kopią listu-odpowiedzi na list czytelnika jaki ukazał się w największym polonijnym piśmie w Australii Tygodniku Polskim wychodzącym od wielu lat w Melbourne.

W ostatnim Tygodniku Polskim (numer 31 z roku 2000) niejaki Pan Z. Sobecki z Południowej Australii ubolewa nad używaniem wyrażeń p.n.e. (przed nasza era) i n.e. (naszej ery). Daje on tez nam wyraźnie do zrozumienia, ze używanie tych wyrażeń to wynik spisku komunistów, którzy ponad 10 lat po upadku ich rządów w Europie Wschodniej, ciągle zatruwają umysły czytelników prasy polonijnej, i to nawet w Australii, gdzie partia ta nigdy właściwie nie była poważnym zagrożeniem dla tzw. demokracji (czyli rządów na przemian konserwatywno-liberalnych i socjaldemokratycznych).

Musze Pana Sobeckiego bardzo zmartwić, ale wyrażenia p.n.e. (po angielsku b.c.e) i n.e. (po angielsku c.e.) to nie jest, niestety, wymysł komunistów, ale zachodnich naukowców, - historyków, archeologów i antropologów, a głownie ekspertów od studiów biblijnych. Jako `100% Polak-Katolik' Pan Sobecki zapewne nie wie, albo zapomniał, że Biblia składa się ze Starego Testamentu (uznawanego zarówno przez Chrześcijan, czyli też i Katolików, jak i przez Starozakonnych, czyli Żydów) i Nowego Testamentu (uznawanego tylko przez Chrześcijan). Aby uniknąć nienaukowego i arbitralnego preferowania jednej religii (Chrześcijańskiej) ponad inną (Mojżeszową), uczeni używają więc naukowych, obiektywnych i nie dyskryminujących skrótów p.n.e. (b.c.e. = before common era) i n.e. (c.e. = common era), zamiast subiektywnych i sekciarskich (tj. ograniczonych do wyznawców jednego wyznania) wyrażeń `przed Chrystusem' i 'po Chrystusie'. Muzułmanie, którzy uznają Jezusa za pomniejszego proroka, ale jako prawdziwi monoteiści, odmawiają mu boskości, używają czasem w kontaktach (szczególnie komercyjnych) z `niewiernymi' wyrażeń `przed Chrystusem' i `po Chrystusie', aby być lepiej zrozumianymi, ale liczą oni czas zupełnie inaczej niż Chrześcijanie (nawiasem, kalendarz żydowski jest też zupełnie inny niż chrześcijański czy muzułmański). Data urodzin Jezusa z Nazaretu jest dla muzułmanów (jak też i Żydów) sprawą drugorzędną, jako że wierzą oni w jedynego Boga (`Allach' znaczy po arabsku `Bóg') i nawet najważniejszy prorok Islamu, czyli Mahomet, jest uważany za `tylko' za człowieka, i nie jemu, ale Bogowi (Allachowi) oddają Muzułmanie cześć.

Dodatkowym powodem na nie używanie wyrazem `przed' i `po Chrystusie' są tez takie fakty, że Jeshua (Jezus to grecka wersja oryginalnego hebrajskiego imienia), zwany później Chrystusem, nie urodził się ani w roku zerowym (którego nie było) ani też pierwszym naszej ery. Przyjmując, że Jezus w chwili swojej śmierci miał trzydzieści kilka lat można jedynie powiedzieć, że urodził się on gdzieś pomiędzy rokiem 13 p.n.e. a 5 n.e., tak wiec na dobra sprawę żyjemy teraz gdzieś pomiędzy rokiem 1987 a 2005 n.e. Zresztą, Bogiem został Jezus Chrystus ogłoszony dopiero podczas soboru nicejskiego (rok 325 n.e.), zaś obowiązujący do dzisiaj dogmat Trójcy Przenajświętszej przyjęto w ostatecznej formie dopiero podczas soboru konstantynopolitańskiego (rok 381 n.e.), czyli ze musiało upłynąć około 400 lat, aby obecne dogmaty Kościoła Rzymskiego (w które Pan Sobecki wierzy tak bezkrytycznie) zostały w miarę solidnie utrwalone.

Jeśli zaś chodzi o rzekoma komunistyczną konspiracje przeciwko wymawianiu imienia Boga, to jest to, w świetle faktów, zupełna bzdura. Jeśli Pan Sobecki naprawdę wierzy w Boga Jedynego i Wszechmogącego, to powinien sobie zdawać sprawę, ze nie ma on (i z definicji nie może mięć) imienia. Nawet Mojżesz nie był w stanie dowiedzieć się imienia swego Boga, który powiedział mu tylko `jestem kim jestem', i tenże sam Mojżesz przekazał później Żydom taką oto wieść ` Słuchaj Izraelu, Pan Bóg Twój jest jeden'. Jako ze po Mojżeszu nikt ze śmiertelników nie miał tak dobrych kontaktów z Bogiem, więc słowa Mojżesza wszyscy wierzący w `biblijne' religie (czyli też i Katolicy) powinni przyjąć za dogmat, ważniejszy niż późniejsze dogmaty przyjęte na soborach w tzw. `dark ages' (`czasach ciemnoty'). Ortodoksyjni Żydzi, którzy najlepiej (poza uczonymi - religioznawcami) znają Stary Testament, nie wymawiają nigdy imienia swego Boga. Imię Jahwe (Jahweh) spolszczone na Jehowę, to błędne tłumaczenie tzw. Tetragramatonu (YHWH lub JHVH). Błędne, ponieważ w biblijnym staro hebrajskim zapisywano tylko spółgłoski, tak wiec nikt dziś nie wie, jak ten tetragramaton był naprawdę wymawiany (jeśli był w ogóle publicznie wymawiany).

Zresztą, nie jest przecież istotne w jaki sposób dawni Żydzi zapisywali imię swojego Boga. Powód jest prosty - jeśli jest tak jak wierzą Chrześcijanie (czyli też i Katolicy), Muzułmanie i Żydzi, czyli że jest tylko jeden Bóg, Bóg Wszechmogący, Wszechwiedzący, Wszechobecny i Wieczny, to z definicji nie może mieć on imienia. Dlaczego? Odpowiedz jest prosta: imię nadaje się tylko wtedy, gdy istnieją choćby dwa podobne egzemplarze danej rzeczy, zjawiska czy istoty tego samego gatunku (species). Ponieważ osobników gatunku (species) zwanego (raczej przesadnie) `homo sapiens' są miliony, wiec każdy ma dla odróżnienia od masy innych, swoje (w miarę unikalne) imię, a ponieważ w miarę wymawianych imion jest znacznie mniej niż ludzi, to także i nazwisko (przynajmniej w tzw. `cywilizowanych 'krajach) oraz (coraz częściej) unikalny numer ewidencyjny (w Australii jego funkcje pełnią tzw. `Tax File Number', Medicare Number i numer prawa jazdy). Natomiast, jeśli jest tak, jak Pan Sobecki i znakomita większość Katolików wierzy, czyli że jest tylko jeden Bóg, to nie może on mieć imienia, gdyż posiadanie przez niego imienia oznaczałoby, że jest (albo `tylko' może być więcej) bogów niż On, Bóg Jedyny. Tak wiec nazywanie Boga jakimkolwiek imieniem to bluźnierstwo najgorszego typu, herezja i grzech śmiertelny, jako że w pierwszym przykazaniu (które jest nie przypadkiem pierwszym i najdłuższym ze wszystkich dziesięciu) Bóg powiedział wyraźnie Mojżeszowi, że nie będziesz miał innych bogów poza mną' i wymienił długą listę kar i nieszczęść, które grożą tym (oraz ich potomstwu w wielu pokoleniach), którzy ośmielą się naruszyć to najważniejsze boskie przykazanie. Nawiasem, gdyby Katolicy wzięli kiedyś Biblie do ręki, i przeczytali dokładnie choćby jej najważniejsze fragmenty, takie jak opis stworzenia świata czy dziesięć przykazań, to kościół rzymski byłby w poważnych tarapatach. Na szczęście dla papieża, kurii rzymskiej i księży, znakomita większość katolików to katolicy z przyzwyczajenia, którzy sztucznie rozdymają statystyki wierzących, ale którym, tak naprawdę, religia jest zupełnie obojętna, gdyż wierzą oni raczej z przyzwyczajenia (wynik indoktrynacji religijnej w dzieciństwie i presji otoczenia) niż ze świadomego wyboru.

Tak wiec spisek komunistyczny polegać może tylko na zachęcaniu ludzi do używania i wymawiania imienia Boga (nieważne, czy to będzie Jehowa czy Jezus Chrystus albo prawie boska Maryja Dziewica), gdyż nadając imię Bogu spoufalamy się niejako z Nim, i sprowadzamy go do naszych, ziemskich rozmiarów, co oczywiście jest straszną herezją, podobnie zresztą jak modlitwa do Boga (z wyjątkiem modlitwy sławiącej Jego wieczną chwałę) i potwierdzanie istnienia tzw. cudów. Powód jest prosty - Bóg Wszechwiedzący nie może popełnić omyłki, a ponieważ (zgodnie z Biblia) to On właśnie stworzył ten świat w którym żyjemy, to świat ten musi być z definicji najlepszym z możliwych, i wszelakie zmiany (czy to wybłagane modlitwa, czy też jako konsekwencja tzw. cudów) są niemożliwe i niepożądane, gdyż Bóg Wszechwiedzący i Wszechmogący wiedział przecież zawsze (i wie `teraz', i będzie wiedział zawsze, boć przecie jest Wieczny, nie stworzony) wszystkie konsekwencje swoich czynów. Tylko ludzie małej wiary mogą się więc modlić o zmianę `wyroków boskich' i oczekiwać cudów, gdyż wszystko co jest i się dzieje, jest i dzieje się za zgodą i na skutek decyzji Boga Wszechmogącego i Wszechwiedzącego.

Nie nam, marnym śmiertelnikom, sądzić Jego dzieło i Jego decyzje. Kto myśli inaczej i modli się o jakakolwiek zmianę czy oczekuje cudów, to nie tylko człowiek małej wiary, ale też heretyk i bluźnierca. Proszę postarać udowodnić mi, że jest inaczej, gdyż jeśli zmiana (szczególnie cudowna) na lepsze jest możliwa, to znaczy że Bóg nie jest Wszechwiedzący, a cuda implikują też, że nie jest Wszechmogący. Na przykład: Maryja Dziewica `cudownie' ratując Jana Pawła II przed prawie pewna śmiercią z rąk zamachowca, musiała mieć większą moc i wiedzę niż sam Pan Bóg, który stwarzając ten świat, stworzył też od razu możliwość zamachu na urzędującego papieża, a jako Wszechwiedzący wiedział też kiedy, gdzie tudzież przez kogo będzie ten zamach wykonany, oraz jego skutki. Dochodzimy tu zresztą do paradoksu, gdyż albo zamach ten był `zaprojektowany' przez Boga jako nieudany, w związku z tym nie było żadnego cudu, i papieskie modły nie mają więc żadnego sensu, albo też był cud, a więc Bóg nie jest tak potężny (ani Wszechwiedzący ani Wszechmogący) za jakiego chciałby uchodzić. Tak więc papież modlił się w podzięce za cudowne uratowanie mu życia do Boga ułomnego, a właściwie do co najmniej dwóch ułomnych Bogów: Maryi, za to że dokonała cudu, i Boga Ojca (albo Jezusa, albo Ducha Świętego, albo do całej Trójcy Przenajświętszej), że pozwoliła Maryi (która nie jest przecież tak całkiem Bogiem, przynajmniej do najbliższego soboru) na dokonanie cudu i dość brutalne zakłócenie tej `harmonii przedustawnej'.

Bóg, jako wieczny, nie mógł się `urodzić', bo istniał zawsze, wiec liczenie czasu od rzekomych i niesprecyzowanych w czasie `boskich urodzin' to po prostu herezja. Podobnie herezja jest nazywanie Boga jedynego jakimkolwiek imieniem, gdyż Biblia wyraźnie mówi, że On sobie tego nie życzy. Paradoksalnie, jeśli ktoś naprawdę wierzy w Boga, to musi on czy ona używać wyrażeń p.n.e. i n.e., jako że potocznie używane określenia `przed Chrystusem' i 'po Chrystusie' są nie tylko oparte na błędnych przesłankach, ale też herezją i bluźnierstwem, co wszystkim Polskim (i nie tylko) Katolikom uprzejmie podaje do wiadomości i przemyślenia.

Lech Keller
Melbourne, 22 sierpnia 2000 (n.e.)

15:00, kaganowski
Link Komentarze (3) »
"Dyalogi" cz. I -VIII
Lech Keller
"Dyalogi" cz. I -VIII

Uwaga: Tylko Dialogi I i II ukazaly sie na lamach "Racjonalisty", reszta, to jest Dialogi III-VIII ukazaly sie tylko na lamach "Horyzontu"

(Patrz tez http://pytania.republika.pl/horyzont.htm)

Dyalogi - Cz. I Lech Keller
"Dyalogów niecybernetycznych wiela [...] przez Lecha Kellera skompilowane gwoli rekreacyi a uciechy szanowney publiki" - CALOSC Dialogu I zatylowanego "
WSTĘEP CZYLI INTRODUKCYA" na: http://www.geocities.com/legaba2010/horyz21.htm#AR3

Dyalogi - Cz. II Lech Keller
"O publikacyi katolickiego historyka z Albyonu, dżentelmena zwanego John'em Cornwell'em, a zatytulowaney HITLER'S POPE."
CALOSC NA http://www.geocities.com/legaba2010/horyz22.htm#AR3

Czesc III Dyalogow na temat "O papie rzymskim Karolusie Wojtyłą zwanym, a tudzież na temat Herr Heider'a z rakuskiey ziemyi (Karyntyi)"
na http://www.geocities.com/legaba2010/horyz23.htm#AR3

Czesc IV Dyalogow na temat "O towarzyszu byłem, niejakiem Leszku, Balcerowiczem zwanem y o bezrobociu przez iego spowodowanem, a polski naród gnebiącem od lat dziesięciu conajmniey"
na http://www.geocities.com/legaba2010/horyz24.htm#AR3

Czesc V Dyalogow na temat "O zdrowiu psychicznem we współczesnem społeczeństwie"
na
http://www.geocities.com/legaba2010/horyz25.htm#AR3

Czesc VI Dyalogow na temat "O podatkach w `Najjasniejszey' y gdzie indziey"
na
http://www.geocities.com/legaba2010/horyz26.htm#AR3

Czesc VII Dyalogow na temat "Znów o podatkach, ekonomyi (wzroście gospodarczem) oraz także o bezrobociu w Rzeczypospolitey y poza iey granicami"
na
http://www.geocities.com/legaba2010/horyz27.htm#AR3

Czesc VIII Dyalogow na temat "O podatku "pogłownem" (poll tax w Albyonie przez Angliczanów zwanem, a przez tamteyszę lady, a obecnie baronową Thatcher, niegdyś z wielkiemi fanfarami wprowadzonem, a potem szybko a chyłkiem zarzuconem na powszechne zadanie tamteyszey publiki tudzież Izby Gmin tamteyszey)"
na
http://www.geocities.com/legaba2010/horyz28.htm#AR3

14:50, kaganowski
Link Dodaj komentarz »
Anty-kościół Katolicki w Polsce
Lech Keller
Anty-kościół Katolicki w Polsce
Abstrakt (z http://pytania.republika.pl/horyzont.htm)
"Według Zbigniewa Nosowskiego, redaktora katolickiej "Więzi", istnieje duże prawdopodobieństwo powstania w Polsce swojego rodzaju kościelnej dwuwładzy, czyli powstania struktur kościelnych niezależnych od episkopatu."

Pelny tekst (z http://www.geocities.com/legaba2010/horyz18.htm#AR3)

ANTY-KOŚCIÓŁ KATOLICKI W POLSCE

Niewielu Polaków zapewne pamięta, co stało się na początku lat 1990-tych w Przemyślu. A wydarzyła się wtedy rzecz bardzo ważna, a mianowicie grupa wiernych odważyła się przeciwstawić hierarchii kościoła Rzymsko-Katolickiego. Poszło o rzecz raczej drugorzędną, a mianowicie o proponowane przekazanie Grekokatolikom (Rzymskim Katolikom obrządku wschodniego) przemyskiego kościoła pod wezwaniem Św. Teresy (szczegóły w artykule "Anty-kościół" we Wprost z 23 sierpnia 1998 roku). Tak naprawdę to istotny był fakt, że zwyczajni wierni z prowincjonalnej parafii w pięknym (wówczas wojewódzkim) mieście Przemyślu zakwestionowali wole hierarchii kościelnej, z samym papieżem ('ojcem świętym') na czele. Należy pamiętać, że za tzw. 'komuny', czyli rządów nieboszczki PZPR, pozycja hierarchii kościelnej była niesłychanie silna. Autorytet Kościoła Rzymskokatolickiego w Polsce opierał się na praktycznie niepodważalnym autorytecie arystokratycznego prymasa Wyszyńskiego, a poparty był nieco bardziej abstrakcyjnym autorytetem biskupa Rzymu, czyli papieża. Nikt z wierzących a będących o zdrowych zmysłach nie brał pod uwagę ewentualności krytyki księdza prymasa. Wyszyńskiemu uszła więc praktycznie 'na sucho' nawet dość nieudolna i arogancka próba podlizania się Niemcom (słynny list do biskupów niemieckich, w którym polscy biskupi z Wyszyńskim na czele przebaczyli Niemcom za ich zbrodnie popełnione podczas ostatniej wojny, oraz uniżenie poprosili Niemców o przebaczenie). A wystarczyło tylko obalenie `komuny', aby wola episkopatu została podważona przez prosty lud, i to w sposób stanowczy.

Kilka lat po proteście przemyskim zaczęło nadawac Radio Maryja. Radio to praktycznie od początku zaatakowało takich hierarchów kościoła jak ówczesnego sekretarza episkopatu biskupa Tadeusza Pieronka czy późniejszego metropolitę lubelskiego (wówczas biskupa tarnowskiego) arcybiskupa Józefa Życińskiego. Według Wprost (z 23 sierpnia 1998 roku strona 20) w listopadzie roku 1997 Radio Maryja, kierowane przez 'szeregowego' zakonnika-redemptorystę, ojca Rydzyka, praktycznie wypowiedziało posłuszeństwo samemu prymasowi Glempowi, który był przecież `hand-picked' przez 'prymasa tysiąclecia' - Wyszyńskiego. W lecie 1998 roku Kazimierz Switoń i jego świta zakwestionowali prawo episkopatu do wypowiadania się w imieniu całego Kościoła. Poszło o tak zwane żwirowisko oświęcimskie, gdzie papież Wojtyła postawił nieopatrznie krzyż podczas jednej ze swych licznych wizyt w swym `starym kraju'. Jak wiadomo, ten oryginalny krzyż papieski obrósł w masę innych, `prywatnych' krzyży i nawet w nieoficjalna kaplice. Spotkało się to z gwałtownym protestem Żydów, a więc krzyże te (jak na razie z wyjątkiem papieskiego) musiały zostać usunięte przed kolejna wizytą biskupa Rzymu w Polsce. Obrońca krzyży oświęcimskim, Kazimierz Switoń (uprzednio jeden z założycieli przed-wałęsowskich tzw. wolnych związków zawodowych), został wiec podstępnie aresztowany na polecenie podobno katolickiego rządu polskiego, i wypuszczony na wolność dopiero jak Wojtyła raczył opuścić kraj swych przodków. Ten incydent oświęcimski został oficjalnie nazwany przez biskupa Pieronka `utworzeniem w Polsce swoistego anty-kościoła'.

Kim są główne postacie tego polskiego anty-kościoła? Bez wątpienia najważniejszą i najbardziej wpływową postacią jest ojciec Rydzyk � szef toruńskiego Radia Maryja. Jest on osobą podobną do świętego Maksymiliana Kolbe � obaj dali się poznać w początkach swoich karier jako doskonali manadżerowie, szefowie wpływowych radiostacji i dzienników, oraz "last but not least" osoby znane z wojującego antysemityzmu. W przypadku ojca Rydzyka ten antysemityzm jest nieco zawoalowany, ale nie da się ukryć, że Radio Maryja było jednym z mediów (do innych zalicza się także nasz własny, australijski rodem z Melbourne, Tygodnik Polski), które atakując prezydenta Kwaśniewskiego nie omieszkało podać z satysfakcją, że tato urzędującego prezydenta miał na nazwisko Stolzman. Kolejną ważną postacią w polskim anty-kościele jest ksiądz prałat Henryk Jankowski - osobisty przyjaciel byłego wodza Solidarności i byłego prezydenta 'Najjaśniejszej', Lecha Wałęsy, kapelan strajków w byłej stoczni gdańskiej imienia Włodzimierza Lenina. Najciekawszą jednak postacią w tym ruchu jest bez wątpienia Kazimierz Świtoń. Świtoń zakładał tzw. wolne związki zawodowe na Górnym Śląsku wcześniej niż Wałęsa na Wybrzeżu Gdańskim. Jest on osobą konfliktową, tak że nie znalazło się dla niego miejsce nawet w oryginalnej Solidarności z wczesnych lat 80-tych. W nieco późniejszych czasach próbował on interesów, ale niezbyt chlubnie się zapisał jako biznesmen. Oszukiwał jednych (na przykład klientów swojego biura podroży) i był tez oszukiwany przez innych (afera z firma Bioferm, która to firma wyłudziła w Polsce, miedzy innymi od Świtonia, około 8 milionów amerykańskich dolarów). Był on we wczesnych latach 90-tych kandydatem na prezydenta RP, a także posłem do Sejmu. Jako poseł wsławił się głównie tym, że popierał czynnie oskarżenia Wałęsy o współpracę z polską tajną policją polityczną (SB).Ostatnio Switoń stał się zagorzałym nacjonalistą i wojującym antysemitą. Odpowiadał on nawet przed polskim sądem za `podburzanie do nienawiści między narodami'. Należy jednak pamiętać, że takie fakty, jak nawoływanie przez byłego Naczelnego Rabina Polski, Pinczasa Menachema Joskowicza, do eksterytorialności byłego hitlerowskiego obozu zagłady w Oświęcimiu (Wprost z dnia 23 sierpnia 1998 roku, strona 20), oraz liczne a bezpodstawne ataki na Polskę i Polaków (np. oskarżenie Polaków przez niejakiego Richarda Z. Chesnoff'a o zamordowanie 2500 Żydów w latach 1946-47 z powodów czysto materialnych - patrz jego książka Pack of Thieves oraz stronnicza recenzja byłego wykładowcy historii nowoczesnej na uniwersytecie Deakin, niejakiego Franka Campbell'a `Profits of Misfortune' w The Weekend Australian z dnia 17-18 czerwca 2000 - dodatek Book Review strona 15), a wychodzące z kół syjonistycznych, nie sprzyjają łagodzeniu dość obecnie napiętych stosunków między Polakami a Żydami (obacz też doskonałą książka Normana G. Finkelstein'a The Holocaust Industry, gdzie autor obnażył, między innymi, rzeczywiste powody dla których koła syjonistyczne, głównie w USA, szerzą nienawiść do innych narodów, które też były przecież ofiarami hitleryzmu).

Według Zbigniewa Nosowskiego, redaktora katolickiej Więzi, istnieje duże prawdopodobieństwo powstania w Polsce swojego rodzaju kościelnej dwuwładzy, czyli powstania struktur kościelnych niezależnych od episkopatu. Sytuacja ta przypominać więc może sytuacje w Rosji po obaleniu cara, a przed tzw. Rewolucją Październikową, albo sytuacje w Polsce pomiędzy sierpniem 1980 a grudniem 1981. Z historii wiemy dobrze, że sytuacja dwuwładzy na ogół nie jest stabilna, i wcześniej czy później jedna ze stron sięgnie po pełnie władzy. Nasuwa się więc pytanie: czy zwycięży episkopat, czy też anty-kościół? Oczywiście, możliwe są też inne wyjścia, z których najbardziej prawdopodobny wydaje się kolejny rozłam w Kościele Rzymskokatolickim, i powstanie kolejnego narodowego Kościoła Polsko Katolickiego. Ostatni taki przypadek zdarzył się pod koniec XIX wieku w Ameryce, kiedy to wierni pochodzenia polskiego z parafii pod wezwaniem Sacred Heart of Jesus and Mary w miejscowości Scranton (USA) wypowiedzieli posłuszeństwo kościelnej hierarchii tradycyjnie zdominowanej w tym państwie przez angielskojęzycznych Irlandczyków, i powołali niezależny Kościół Polsko Katolicki, ze swoim poprzednim proboszczem, księdzem Franciszkiem Hodurem jako biskupem. Oczywiście, biskup Hodur został natychmiast ekskomunikowany przez papieża rzymskiego, Leona XIII. Hodur został jednak oficjalnie wyświecony na biskupa przez innych biskupów kościołów starokatolickich w Utrechcie (Holandia) w roku 1907, czyli równo 90 lat przed wypowiedzeniem przez Radio Maryja posłuszeństwa prymasowi Glempowi, a pośrednio też więc i papieżowi Janowi Pawłowi II.

Kościół Polskokatolicki, choć liturgicznie zbliżony do Rzymskiego, już od roku 1900 celebrował msze po Polsku (od roku 1960 także i po angielsku, jako że wielu jego wiernych jest potomstwem polskich emigrantów, którzy używają na codzien języka angielskiego). Już w roku 1922 Kościół Polskokatolicki zniósł celibat, a spowiedź jest w nim (jak w kościołach protestanckich) zbiorowa, a nie prywatna jak u katolików rzymskich. Władze Kościoła Polskokatolickiego składają się nie tylko z duchownych płci wyłącznie męskiej (jak w Kościele Rzymskim), ale też i z osób świeckich, a synody odbywają się regularnie co 4 lata. Tak więc można powiedzieć, że Kościół Polskokatolicki jest organizacja na wskroś demokratyczna, diametralnie różna od na wskroś feudalnego i autorytatywnego Kościoła Rzymskokatolickiego. Kościół Polskokatolicki jest blisko związany z Anglikanami, Kościołem Episkopalnym oraz kościołami wyznania bizantyjskiego (Cerkwiami). Liczy on obecnie około ćwierć miliona członków w USA plus około 60 tysięcy członków w Polsce. Nie jest to specjalnie dużo, ale z drugiej strony. Jest to obecnie czwarty Kościół w Polsce (po Kościele Rzymskokatolickim, Prawosławnym i Ewangelicko-Augsburskim). Z oficjalnie zarejestrowanych sekt tylko Świadkowie Jehowy mogą się pochwalić większą liczbą członków.

Kolejnym zagrożeniem dla jedności rzymskich katolików są zwolennicy tzw. Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X, założonego w roku 1970 przez innego ekskomunikowanego biskupa, Marcela Lefebra. Lefebvrysci, w odróżnieniu od Polskokatolików, są zdecydowanie konserwatywni, I tak np. uważają wszelkie próby dialogu czy pojednania z Żydami za `największy grzech kościoła i największe dlań zagrożenie'. Nic więc dziwnego, ze Lefebvrysci dość szybko znaleźli wspólny język ze Świtoniem. Zdaniem osób dobrze poinformowanych, do schizmy w Polsce zapewne nie dojdzie za życia Karola Wojtyły, ale po jego odejściu z tego padołu niemal wszystko może się zdarzyć.

Oczywiście, anty-kościół Rydzyka i Świtonia niekoniecznie musi pójść drogą Polskokatolików czy Lefebvrystow, ale precedensy istnieje, a niesubordynacja Radia Maryja zapewne długo jeszcze będzie spędzać sen z powiek już nie tylko kardynałowi Glempowi, ale też nawet Karolowi Wojtyle�

Lech Keller
Melbourne, w listopadzie roku 2000 n.e.
14:41, kaganowski
Link Komentarze (1) »
Prawdziwe cele kreacjonistów
Lech Keller
Prawdziwe cele kreacjonistów

Abstrakt (z http://pytania.republika.pl/horyzont.htm)
"Kreacjonistom nie chodzi bowiem o prawdę naukową (gdyż nie są oni zainteresowani propagowaniem nauki, a jej przeciwieństwa, czyli religijnych zabobonów), ale o zahamowanie postępów ateizmu oraz laicyzacji, i w ten sposób stopniowe narzucenie wszystkim, jak za "dawnych dobrych czasów" religii, i to najlepiej chrześcijańskiej."

Pelny tekst (z http://www.geocities.com/legaba2010/horyz9.htm#AR3)

PRAWDZIWE CELE KREACJONISTÓW

Wedlug Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego[1]: "... rozpowszechnianie idei kreacjonistycznych może pomóc w walce z zalewem ateizmu i laicyzacji. Społeczeństwa końca XX wieku przeżywają kryzys widoczny gołym okiem: rosnąca przestępczość, narkomania, zanik więzi rodzinnych (np. rozwody), upadek autorytetów świeckich i religijnych, wzrost relatywizmu moralnego połączony z postawą konsumpcyjną, czego skutkiem jest na przykład liczba dokonywanych aborcji itd. Uważamy, że w istocie jest to kryzys moralny, a przyczyną tego kryzysu jest stopniowa utrata wiary w Boga-Stworzyciela, który nie tylko stworzył świat i człowieka, ale który także zostawił mu zasady właściwego życia: stosunku do Boga, do innych ludzi i do świata. Propagowanie kreacjonistycznej wizji świata może ten niedobry trend choćby częściowo zahamować, może przynajmniej niektórym pomóc odzyskać utracone poczucie ładu moralnego."

I tu wyszedł przysłowiowy "Szydlak" z worka. Kreacjonistom nie chodzi bowiem o prawdę naukową (gdyż nie są oni zainteresowani propagowaniem nauki, a jej przeciwieństwa, czyli religijnych zabobonów), ale o zahamowanie postepów ateizmu oraz laicyzacji, i w ten sposob stopniowe narzucenie wszystkim, jak za "dawnych dobrych czasów" religii, i to najlepiej chrześcijańskiej. W tym celu rozpowszechniają oni poglądy, jakoby obecny kryzys społeczeństwa był jednym z najpoważniejszych, jeśli nie najpoważniejszym w historii ludzkości. Wynika to z ich niezrozumienia współczesnego społeczeństwa, które traktują oni jako rzecz, a nie proces. Ponieważ społeczeństwo nie jest martwą rzeczą, a dynamicznym procesem, więc znajduje się ono niejako, tak jak każdy rozwijający się, żywy organizm, w stanie kryzysu, rozumianego jako kłopty wynikające ze zmian, raczej niż generalny upadek. Innymi słowy, to co postrzegają oni jako symptomy upadku są w istocie symptomami szybkiego, a w związku z tym niezawsze harmonijnego wzrostu.

Wspólczesne społeczeństwo, o czym kreacjoniści milczą, nie jest bowiem gorsze a raczej lepsze od swoich poprzedników. Nie trzeba tu wcale odwołać się do okropieństw doznawanych przez większość ludzi w społeczeństwach niewolniczych czy feudalnych. Nawet za rządów arcychrześcijanskiej królowej Wiktorii można było w Londynie kupić z łatwością i za przystępna cenę niewolnice, jak to (za cene pobytu za kratkami) udowodnił jeden z członków Izby Gmin (jego przestepstwem było nie tyle dokonanie powyższej transakcji, co publiczne przyznanie się do posiadania niewolnicy). Narkotyki ( w tym alkohol) znane są od niepamietnych czasów, i niektóre z nich, na przykład wino, są (choć przyznaje, że na ogół z umiarkowaniem) oficjalnie używane przez kościół podczas cermonii religijnych i oficjalnych przyjęć. Przestępczość tak naprawdę jest problemem tylko w najbiedniejszych krajach i tych, gdzie przepaść między tymi co mają, a tymi co nie mają szybko się powiększa (np. w dzisiejszej Polsce czy Rosji), i nie ma nic wspólnego z procesami laicyzacji (najbardziej laickie społeczeństwa są naogół społeczeństwami ze stosnkowo małą przestępczością, np. kraje Skandynawskie czy Australia). Wręcz przeciwnie: na przykładzie współczesnej Polski czy Rosji można udowodnić, że zwiększenie roli kościoła w tych krajach jest bardzo silnie skorelowane ze wzrostem przestępczości. Oczywiście, jest to tylko korelacja, a nie związek przyczynowo-skutkowy, ale np. w takim Iranie, Pakistanie czy szczególnie Afganistanie teokracja doprowadziła do jeszcze gorszego kryzysu ekonomiczno-społecznego niż poprzednie, laickie dyktatury. Aborcję jest zwalczać bardzo łatwo: poprzez większą dostępność środków antykoncepcyjnych (traktowanych przynajmniej jako mniejsze zło) i edukację seksualną. To właśnie kościół, a szczególnie kościół rzymsko-katolicki, zwalczając środki antykoncepcyjne i edukację seksulną przyczynia się do zwiększania ilości, nazwijmy to po imieniu, morderstw nienarodzonych dzieci.

Jeżeli tą hipokryzję kościoła nazwiemy porządanym ładem moralnym, to nic nie stoi na przeszkodzie uznania np. Hitlera jako świętego. Przecież był on katolikiem , który się kościoła nigdy nie wyrzekł, a wręcz przeciwnie umieszczał jego symbole (chodzi mi tu o czarne krzyże, a nie swastyki) na czołgach czy samolotach i napisy "Bóg z nami" na każdym żolnierzu, ani też jego samego nigdy się kościół oficjalnie nie wyrzekł. Walczył on dzielnie i praktycznie samotnie z bezbożnym bolszewizmem, nieraz cudownie uniknął śmierci (np. w 1944 roku) i zginął jako męcznnik za sprawę walki z sowieckim ateizmem, który między inymi z powodu klęski Hitlera panował w Europie Wschodniej aż do końca lat osiemdziesiątych. Pytam się, coż więcej potrzeba, aby zostać świetym? Fakt, że jest on (Adolf Hiler) odpowiedzialny za miliony trupów nie pownien być przeszkodą, bo wielu świętych było za ziemskiego życia wojownikami, nie posiadali oni tylko narzędzi i środków umożliwiających zabijanie na tak masową skalę, jak to był w stanie zrobić Hitler. A zresztą tak naprawdę to Hitlerowi chodziło tylko o eksterminację innowierców, głównie Żydów - reszta to nieuniknione przy dziele na taką skalę wypadki przy pracy. Przecież chrześcijańscy krusaderzy w Palestynie ani misjonarze w Ameryce Południowej nie ronili zbyt wielu łez nad zabitymi przez nich muzułmanami czy Indianinami-poganami, a wielu z nich zostało przecież błogosławionych i nawet kanonizowanych.

Jesli kogoś uraziłem używając jakrawych przykładów, to przepraszam, ale chciałem w miarę wyraziście pokazać, do czego prowadzi bezmyślny fanatyzm religijny propagowany pod płaszczykiem "naukowego" kreacjonizmu.
____________________________________

[1] http://www.creationism.org.pl/info.html

Lech Keller
Melbourne, Lipiec 1999

14:31, kaganowski
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 czerwca 2005
Wierzenia religijne Alberta Einsteina

Lech Keller

Wierzenia religijne Alberta Einsteina

Albert Einstein był panteista, czyli wierzył w bezosobowego Boga, utożsamianego z natura.[1] Jego wyznanie wiary zawarte było chyba najlepiej w telegramie wysłanym do żydowskiej gazety w roku 1929, kiedy to został on oskarżony przez ortodoksyjnych żydów o bluźnierstwo: „Wierzę w Boga Spinozy,[2] który objawia się w harmonii wszystkiego, co istnieje, ale nie w Boga, który interweniuje w losy i uczynki ludzi”.[3] Jak jednak słusznie zauważa Nigel Calder,[4] „nawet ta ‘miękka’ (‘soft’) religijność stała się w końcu poważną przeszkodą (stumbling block) dla Einsteina jako fizyka”.

Calder przypomina nam też, iż teorie względności Einsteina (szczególna, odnosząca się do ciał poruszających się z szybkościami zbliżonymi do szybkości światła, i ogólna, opisująca grawitację) były niezwykle ostro krytykowane zarówno w hitlerowskich Niemczech (jako „żydowska pseudonauka”) oraz w ZSRR aż do śmierci Stalina w roku 1953 (jako „niezgodne z materializmem dialektycznym, czyli filozofią marksistowską”). Jednak najostrzej krytykował Einsteina kościół, zgodnie ze swymi niechlubnymi tradycjami walki z nauką i uczonymi (wystarczy tu przypomnieć przypadki Kopernika, Galileusza czy też Darwina). Watykan długo popierał pewnego amerykańskiego kardynała, który twierdził iż teorie względności Einsteina „są źródłem uniwersalnej wątpliwości w istnienie Boga”.[5] Tak więc Calder ma bez wątpliwości rację, gdy pisze iż „gdyby Einstein żył w innym czasie i w innym miejscu, to mógłby on zostać spalony na stosie, albo zostać zamkniętym i umrzeć w obozie koncentracyjnym lub szpitalu psychiatrycznym”.[6]

Jednakże nawet Einstein, bez wątpliwości najwybitniejszy uczony XX wieku, miał swoje ograniczenia. Nie chodzi tu bynajmniej o to, iż nie był najmocniejszy, jak na fizyka-teoretyka, w matematyce (w tej dziedzinie zawdzięczał on wiele pomocy otrzymanej od swego profesora z Zurychu, Hermanna Minkowskiego oraz swych kolegów ze studiów), ale o jego spinozjański panteizm, który nakazywał mu widzieć niemalże „przedustawny” porządek w naturze. Niestety, ale przekonanie Einsteina iż „Bóg nie gra w kości ze światem”[7] nie pozwoliło mu przyjąć założeń mechaniki kwantowej, co z kolei nie pozwoliło mu na połączenie teorii elektromagnetyzmu Maxwella ze swą teorią grawitacji (ogólną teorią względności), a więc na stworzenie tzw. ogólnej teorii wszystkiego, a raczej ogólnej teorii sił działających w przyrodzie, czyli łączącą w jedno elektromagnetyzm, grawitację oraz tzw. silne i słabe siły nuklearne.[8] Główną przyczyną, dla której Einstein odrzucił był mechanikę kwantową (podczas swej słynnej konfrontacji z jednym z czołowych twórców owej mechaniki, Nielsem Bohrem, na konferencji w Brukseli w roku 1927) była stochastyczna (oparta na rachunku prawdopodobieństwa, a więc przypadku) natura owej mechaniki oraz tzw. zasada nieokreśloności, sformułowana przez Heisenberga, innego wielkiego twórcę mechaniki kwantowej, a głosząca, iż nie można jednocześnie określić położenia i prędkości cząstki elementarnej (np. elektronu).

Jak to słusznie zauważył cytowany tu wielokrotnie Calder, Einstein „pomylił ‘niepewność’ (‘uncertainty’) w swym podatomowym (subatomic), statystycznym znaczeniu, z ‘niepewnością’ co do przyczyny i skutku”.[9] Tak więc do dziś (początek roku 2005) deterministyczna teoria grawitacji Einsteina opisująca makroświat nie jest zgodna ze stochastyczną mechaniką kwantową opisującą mikroświat. Oczywiście, fizycy szukają wciąż owej „ogólnej teorii wszystkiego”, ale jak na razie bez skutku. Najbardziej obiecującą hipotezą wydaje się być obecnie hipoteza superstrun (superstrings), objaśniająca materię i energię jako zgrupowania wielowymiarowych (najczęściej 11 wymiarów przestrzennych), a jednocześnie mikroskopijnych „strun” (według niektórych teoretyków „otwartych”, a według innych „zamkniętych”), wibrujących z różnymi częstotliwościami, i w zależności od swej częstotliwości spostrzeganych przez nas jako różne cząstki elementarne (np. elektrony czy fotony) albo kwarki („części składowe” nukleonów, czyli neutronów i protonów). Niemniej hipoteza superstrun i jej pochodne (np. hipoteza „supermembran” i ogólnie tzw. „M” hipotezy[10] ) nie są obecnie możliwe do przetestowania, albowiem „rozbicie” cząstki elementarnej (np. elektronu) lub tym bardziej kwarka na owe hipotetyczne superstruny wymaga nieosiągalnej obecnie ilości energii i precyzji w jej ukierunkowaniu.

Tak więc nawet panteizm, najbardziej miękki albo też najbardziej liberalny rodzaj religii (wiary religijnej) okazał się przeszkodą nawet dla najwybitniejszego rozumu XX wieku. Łatwo się domyśleć, jak wielką przeszkodą dla uczonego nie będącego Einsteinem może być więc bardziej „twarda” religia (wiara religijna), a szczególnie odmiany teizmu (w tym chrześcijaństwo, a więc i katolicyzm), które są wiarą w transcendentnego, osobowego Boga, znajdującego się poza i ponad przyrodą, ale stale wpływającego na losy stworzonego przez siebie świata. Najlepiej ilustruje to chyba przykład innego wielkiego fizyka, uważanego przez wielu za nawet większego od Einsteina. Mowa tu oczywiście o Newtonie, który od co najmniej roku 1690 (a więc przez ok. 37 lat) analizował szczegółowo i w oryginale Biblię, a szczególnie owe przerażające przepowiednie Daniela i św. Jana (Księga Daniela ze Starego Testamentu, zawierająca jego apokaliptyczne proroctwa oraz niemniej, jak nie więcej koszmarna Apokalipsa św. Jana).[11] Newton szukał był w Biblii, a szczególnie w jej najbardziej odpychających, przerażających częściach, klucza nie tylko do przyszłości (co czyniło bezskutecznie wielu przed nim jak i po nim), ale też, równie daremnie, klucza do rozwiązania zagadki przyrody, czyli innymi słowy klucza do „ogólnej teorii wszystkiego”. Niepowodzenia Newtona i Einsteina powinny być, oczywiście, przestrogą dla innych naukowców, filozofów i teologów, w olbrzymiej większości zaopatrzonych w słabsze intelekty niż wspomniani wyżej najwybitniejsi koryfeusze nauki. Niemniej doświadczenie nakazuje mi tu daleko idący sceptycyzm, jako iż nie tylko przysłowiowy Polak, ale też i wielu naukowców z różnych krajów świata okazało się „przed szkodą i po szkodzie głupi”.
____________________________________________

  1. Panteizm: pogląd filozoficzny głoszący, ze Bogiem jest wszechświat pojęty jako całość (Władysław Kopaliński Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych Warszawa: Wiedza Powszechna, 1989 s. 376). Panteizmu nie należy mylić z teizmem, czyli wiarą w jednego transcendentnego, osobowego Boga znajdującego się poza i ponad przyrodą, ale stale wpływającego na losy stworzonego przez siebie świata (Kopaliński 1989 op. cit. s. 506) oraz z deizmem, który zakłada istnienie bezosobowego Boga, stwórcy świata, który jednak nie oddziałuje na bieg wydarzeń na świecie (Kopaliński 1989 op. cit. s. 110). Chrześcijaństwo, islam i judaizm w swych „klasycznych” („ortodoksyjnych”) wydaniach są więc odmianami teizmu.
  2. Benedictus (Baruch) Spinoza (1632-1677) był, jak Einstein, pochodzenia żydowskiego. Spinoza reprezentował racjonalizm: dualizmowi Kartezjusza przeciwstawiał monizm, uznając istnienie tylko jednej, jedynej substancji, czyli Boga utożsamianego z naturą (przyrodą). W roku 1656 Spinoza został wyklęty przez rabinów żydowskich i wysiedlony z Amsterdamu (por. Mała Encyklopedia Powszechna PWN Warszawa, 1959 s. 899).
  3. Cytat za Nigel Calder Einstein’s Universe New York: Greenwich House, 1982 s. 138.
  4. Einstein’s Universe (1982) op. cit. s. 138.
  5. Por. Calder Einstein’s Universe (1982) op. cit. s. 138.
  6. Calder Einstein’s Universe (1982) op. cit. s. 138-139.
  7. Concise Dictionary of Quotations Collins, 1991 s. 125.
  8. W skrócie: silne oddziaływania nuklearne są odpowiedzialne za istnienie jąder atomów („trzymają” one razem nukleony, czyli protony i neutrony), zaś słabe za radioaktywność (rozpad niektórych jąder atomowych). Słabe siły nuklearne i elektromagnetyzm zostały ostatnio niejako połączone (jako rodzaje „promieniowania”) w tzw. „elektrosłabe” (electroweak) oddziaływania, jednakże fizycy wciąż się trudzą nad integracją grawitacji z siłami „elektrosłabymi” i silnymi oddziaływaniami nuklearnymi.
  9. Einstein’s Universe (1982) op. cit. s. 141.
  10. „M” wywodzi się, najprawdopodobniej, od macierzy, czyli po angielsku matrix. Nie wiadomo tylko, czy autorzy tej nazwy mieli na myśli rachunek macierzowy, czy tez raczej znany amerykański film fantastyczno-naukowy.
  11. Por. Encyclopaedia Britannica – Macropaedia (1984) vol. 13 str. 20 (artykuł o Newtonie).

©LK, 2005


13:06, kaganowski
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3